Wyznania- samobójstwo…

Samobójstwo – akt odebrania sobie życia, czasem niedokonany. Na szczęście coś nas przed tym powstrzymuje. Znajdujemy w sobie zalążek jakieś myśli, który zaczyna kiełkować i daje nadzieję. Większość osób, które zdecydowały się nam opowiedzieć swoje historie, wciąż zmaga się z problemami. Jednak nie poddają się i walczą…

Oto wyznania osób, które uciekły własnej śmierci…

Wyznanie I

Pieron wie, jak zakwalifikowali zdarzenie, ponieważ wszystkie papiery z niego wyrzuciłam. Pamiętam tylko, że to było zaburzenie, a nie „depresja”. A jednak, to ze stanami depresyjnymi musiałam sobie radzić od wielu, wielu lat. I wreszcie nadszedł 2013 rok. Jebnął w końcówce.
Ale po kolei.

Tata miał dziewczynę, która miała borderline. To już chyba wiecie, czego się spodziewać. Jednak nie, to nie było główną osią dramatu. Problemy z relacjami miałam już wcześniej, a ta dziewczyna tylko je eskalowała.

Do tego stopnia, że myślałam, że jestem SAMA.
Trzy lata po wywaleniu mnie ze studiów, kilka lat po śmierci mamy i bezowocnym, kilkumiesięcznym poszukiwaniu pracy, postanowiłam wyprowadzić się do Katowic. Bo tam będzie lepiej. Tam więcej propozycji.

Diabeł musiał się nieźle ze mnie śmiać…
Katowice: szukam pracy, ale jej nie znajduję. Co więcej, gubię się w dżungli miejskiej, co wcale nie pomaga. W jednym zakładzie pracy wcale o mnie nie słyszeli, choć w teorii byłam umówiona. Bezustanne odmowy, a co więcej – oszczędności zaczęły się kończyć.

Szlag.

Tym bardziej szlag, że przed końcem pobytu u znajomej, ta postanowiła mnie wywalić na zbity pysk i musiałam wracać do Gorzowa, bo jako bezdomna w Katowicach nie zamierzałam skończyć. Problem też był taki, że w ciągu tych 2-3 miesięcy moje relacje z rodziną się nie poprawiały.

Na pociąg pożyczyłam od kumpla. Chyba nigdy mu nie oddałam tych pieniędzy, ale i tak już miałam dług w postaci 500 złotych.
W tej samotności, rozpaczy, wróciłam na stare śmieci.
Wizyta u babci. Dała mi pieniądze, ale to niewiele znaczyło, bo zaraz je wydałam, a poza tym wszyscy mnie nienawidzili. A przynajmniej takie wrażenie miałam. Baba z borderline zrobiła awanturę, bo odważyłam się wrócić. Płakałam dużo.
I w dodatku byłam niewyspana, spałam chyba ze 3 godziny, jeśli w ogóle.

Czas pukał, aż zapukał wieczór.
A wtedy dramat.

Miałam załamanie nerwowe, albo coś w tym guście.
I proszę się nie śmiać: emocjonalnie to był czystej rasy horror.
Którego nigdy się nie zapomni.

Ależ dlaczego mielibyście się śmiać? – zapytacie. Otóż przed wyjazdem lubiłam bawić się w projektantkę biżuterii. Nawlekać na żyłki. Wzięłam więc taką żyłkę i zaczęłam owijać ją wokół szyi. Żyłka była wybitnie marnej jakości, rwała się, a mój „wspaniały” plan – jak wtedy mi się wydawało – stawał się coraz mniej realny. Popłakałam się, bo nie mogłam się zabić. NAWET TO, KURWA, MI NIE WYCHODZIŁO.

Babeczka z borderline zrobiła wtedy chyba jedyną dobrą rzecz w życiu, bo zorientowała się, co planuję i że już nawet to realizuję. No i tak, zadzwoniła po karetkę pogotowia. Przyjechali, ja się niby uspokoiłam, ale przyjęłam to jako szok. No, w szoku byłam jakoś tak.

Do zakładu psychiatrycznego nie ma wiele kilometrów, bo jest on w Gorzowie, więc po jakiejś półgodzinie spałam już w szpitalnym łóżku.

– Oni mnie nienawidzą – stwierdziłam.
Odrzucona, samotna i nieszczęśliwa.
Ale potem okazało się, że jednak chcą ze mną gadać, a i leki zaczęły działać.

Mój pobyt był długi, bo trwał miesiąc.
Taki azyl bezpieczeństwa.

A kiedy się skończył, okazało się też, że polska służba zdrowia jest do dupy.

Jedno, co zrobili doskonale, to poinformowali mnie, gdzie w razie czego – gdyby mi się znowu zachciało odejść – szukać pomocy. Odpowiedź: CENTRUM INTERWENCJI KRYZYSOWEJ. Miejsce to długo nie musiało czekać, bo już w lipcu chciałam przedstawienie powtórzyć. Jednak… Jednak zamiast temu się poddać, podjechałam do CIK i tam uzyskałam pomoc. Wreszcie ktoś mnie wysłuchał i umówił na wizytę u psychologa. Genialni byli, bo sesje z początku miałam co tydzień i już widać było tego efekty.
W tym miejscu bardzo dziękuję Pani Kai, bo uratowała mi życie. Zawsze ślę do Pani ciepłe życzenia.
Zaczęłam medytować, ale aż do 2018 roku nie mogłam wyjść z apatii. Dopiero, gdy zaczęłam studiować w Szczecinie, dopiero wtedy poczułam, że żyję.
Jak wyszłam z apatii? Powiem wprost: praca z energią. Swoją, oczywiście. Prawdopodobnie jest to najlepszy sposób na ogarnięcie się.

PS: Tak, udało mi się zdobyć pracę. Życzę wszystkim, by się odnaleźli, odnaleźli odwagę do walki o siebie i nie dali się piekielnym uczuciom. Życie jest piękne, jeśli tak zdecydujesz!

Wyznanie II

Nie wiem jak zacząć… Spróbuję jakkolwiek. Ewentualnie później podsumuję chronologicznie. Od dziewiątego roku życia miałam kiepsko. Pojawia się konkubent matki. A i wcześniej nie było kolorowo, bo odwiedzin ojca w ZK nie wspominam zbyt ciepło. Ale konkubent rozpoczął koszmar. Przez 6 lat robiłam za worek treningowy (jedynym wytchnieniem były nocki na ogrodowych altankach, gdy byli zbyt pijani, by mnie znaleźć). W wieku 16lat nie wytrzymałam. Sama pojechałam do sądu rodzinnego, żądając pomocy i ratunku. Trafiłam najpierw do pogotowia w Szczecinie, na ul. Łabędzią, a ostatecznie do domu dziecka. Jest lepiej. Cały czas żyję w przeświadczeniu, że nie mogę się poddać, że samobójstwo jest wyjściem dla słabeuszy i tchórzy. Wszystko zmienia się w dniu, kiedy mój 9-letni wówczas syn, w trakcie zabawy, odbiera sobie życie. Skacząc po łóżku powiesił się, chociaż nie chciał. Po jego śmierci jedyne czego ja chciałam, to dołączyć do niego. Uratował mnie (wtedy tak nie myślałam) mąż. Przeszłam naprawdę bardzo dużo. Dużo więcej niż przeciętny człowiek. Ale dopiero śmierć młodego sprawiła, że życie przestało mieć jakiekolwiek znaczenie… Mam nadzieję, że moja niespecjalnie przyjemna historia w czymś Wam pomoże…

Wyznanie III

Ja chciałam żyć, wbrew wszystkiemu ja chciałam żyć… Tylko nie w tym momencie. Chciałam, żeby skończyło się to całe cierpienie. Po ostatniej kłótni z rodzicami nie widziałam żadnego sensu w życiu. Z biegiem czasu moje powody wydają się mało istotne. Żyję chwilą, ale w tamtej chwili nie chciałam istnieć. Czułam ból i przeszywający strach, nie wiem czego się bałam. Konsekwencji? Miało ich już nie być. Śmierci? Nie umiałam sobie wyobrazić co to jest, co się z nami wtedy dzieje – nikt nie potrafi. To nie była pierwsza kłótnia, kłóciliśmy się często, dalej to robimy. Pomimo tego, co może się wydawać, to nie było rozwiązanie problemów. Szczerze? Spowodowało to ich jeszcze więcej. Jako sposób śmierci wybrałam przedawkowanie leków. Nie będę podawać jakie to były leki, to bez znaczenia. Już po piętnastu minutach czułam skutki. Mdłości, bóle i zawroty głowy, brak równowagi – to jedynie kilka z nich… Potem już było tylko gorzej, każdy krok wykonywałam z wielkim trudem, tak bardzo kręciło mi się w głowie, że chodzenie było wręcz niemożliwe. Rodzice wrócili z pracy, pytali co mi jest. Odpowiadałam, że nic. Źle się czuję, po prostu. Nie docierało do mnie wtedy nic. Tak jakby nie wiedziałam, co ja właściwe zrobiłam i co się ze mną dzieje. Tato domyślił się co się stało, domyślił się również jakie leki wzięłam. Zawieźli mnie do szpitala… Reszta historii jest już nieistotna. Do dziś nie wiem, czy to dobrze, że przeżyłam. Czasami się nad tym zastanawiam. Przecież i tak nikt by nie płakał, jakby coś mi się stało, nikt…

Dziękujemy wszystkim osobom, które zdecydowały się opowiedzieć nam swoje historie. Wasz odzew nas za skoczył. Wkrótce ukażą się kolejne wyznania…

Korekta Magdalena Kot

Gdzie szukać pomocy w sytuacjach kryzysowych?

Jeśli potrzebujesz natychmiastowej pomocy, możesz się zgłosić do Ośrodków Interwencji Kryzysowej (OIK), które są w każdym większym mieście. Możesz tam otrzymać pomoc psychologiczną, prawną, materialną. Część OIK-ów jest czynna całą dobę i np. prowadzi noclegownie. POMOC jest bezpłatna! Nie musisz mieć ubezpieczenia.

Jeśli masz uporczywe i silne myśli samobójcze, możesz się także zgłosić do każdego szpitala psychiatrycznego. Tam również nie jest potrzebne ubezpieczenie zdrowotne. W sytuacjach nagłych (o ile powiesz, że to sprawa pilna) lekarz musi cię przyjąć tego samego dnia.

Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla młodzieży: 116 111 (czynny codziennie, w godzinach 12.00-02.00). Dorośli mogą korzystać z całodobowego Centrum Wsparcia pod numerem: 800 70 22 22 i na stronie: liniawsparcia.pl. Spis organizacji pomocowych znajdziesz na stronie www.samobojstwo.pl

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments