Żołnierz udusił i spalił żonę na stosie…

Niewierna żona

Paweł M. (37 lat) był żołnierzem. Służył na misji w Afganistanie. Dzięki temu mieszkał na jednym z wojskowych osiedli w Legionowie. Od kilku lat był mężem Edyty (32 lata). Bardzo kochał swoją żonę. Dorabiał sobie jako taksówkarz na terenie Warszawy, w związku z czym często nocami nie było go w domu. Tymczasem kobieta pracowała przy produkcji materiału opałowego. Od pewnego czasu coś się między nimi popsuło. Paweł zaczął mieć coraz poważniejsze wątpliwości co do wierności swojej żony. Jednym z pierwszych znaków, że dzieje się coś złego, był fakt, że po Edytę pod dom przyjeżdża jej pracodawca Tomasz B. (45 lat).

Znajomi pary twierdzili, że Edyta od zawsze była osobą dość rozrywkową. Gdy na początku małżeństwa zamieszkała u teściowej, między paniami często dochodziło do nieporozumień. Młodsza z nich lubiła wyjść z koleżankami na drinka, zdarzało się, że nie wracała do domu na noc. Teściowej ta sytuacja coraz mniej się podobała. Po jednej z awantur Edyta przeprowadziła się do mieszkania po swojej babci, jednak wkrótce, z powodu zadłużenia, musiała poszukać sobie czegoś innego. W tym czasie Paweł dostał przydział na mieszkanie wojskowe i para niejako pogodziła się. Trudno było to nazwać zgodnym układem – raczej po prostu układem. On spędzał w mieszkaniu tylko weekendy, ponieważ gdy jeździł na taksówce bliżej mu było sypiać u matki. Próbował spłacić długi żony za poprzednie mieszkanie. Wyszło na jaw, że gdy on przebywał na poligonie, ona nie płaciła czynszu za mieszkanie w Legionowie. Wykorzystywała nieobecność męża – piła i imprezowała, ale później brakowało jej pieniędzy na życie…

– Bo to była zabawowa dziewczyna. Wieczorami przychodziło tam męskie towarzystwo, byli głośni, jak to po wypiciu. Musiałam ich upominać. Pani Edyta też nie wylewała za kołnierz, ile to razy widziałam ją na chwiejnych nogach. Ale gdy zaczął przyjeżdżać wieczorami ten pan, u którego pracowała, dawni kompani zniknęli – mówił sąsiadka.

On ją kochał, a ona go zdradzała…

Miłosny trójkąt, a nawet czworokąt

Edyta uwikłała się w poważną relację ze swoim pracodawcą. Później Tomasz B. z całych sił wyrzekał się tej zażyłości. Miał ją wyłącznie podtrzymywać na duchu, niekiedy wspierać finansowo. Czasem wpadał na kawę, porozmawiać – nic poza tym.

Kobieta jednak ewidentnie próbowała pozbyć się męża ze swojego życia. Może planowała uwić sobie gniazdko dla siebie i kochanka? W mieszkaniu małżeństwa wielokrotnie interweniowała policja. Edyta zarzucała Pawłowi, że używa w stosunku do niej przemocy psychicznej. Często dochodziło między nimi do awantur. Mężczyzna był bardzo zazdrosny. Nie mógł znieść, że żona go zdradza. W końcu, gdy nabrał pewności, że to Tomasz jest odpowiedzialny za rozpad jego małżeństwa, spotkał się z jego żoną.

– Mąż mnie okłamywał. Gdy go zapytałam, czy Edyta M. pracuje w jego firmie, odpowiedział, że ona tam tylko sprząta, mijają się. Tym bardziej mnie niepokoiło, że ta pani telefonuje do Tomka późnym wieczorem. On zawsze wtedy wychodził na balkon i rozmawiał godzinami. Gdy przyszły rachunki za telefon na ponad tysiąc złotych, postanowiłam poznać tę kobietę bliżej. Była okazja – moje imieniny. Zaprosiłam więc państwa M. Ale nie przyszli, podobno on miał wypadek. Tymczasem telefony od tej pani nadal się odzywały, nawet po północy, gdy już byliśmy z mężem w łóżku. Nie tylko mnie się tonie podobało. Również nasi dorośli synowie podejrzewali ojca o romans. Bo strasznie kręcił. Mówił na przykład, że jest w pracy, a starszy syn widział go pod blokiem tej M. W końcu, za radą moich dzieci, spotkałam się z panem Pawłem. Ten M. to twardy mężczyzna, komandos, ale gdy się zwierzał, jak żona przyprawia mu rogi z moim mężem, płakał. On doskonale przejrzał ich grę – prowokowali go, aby zrobił głupstwo, na miarę policyjnej interwencji. Wtedy Edyta dostałaby rozwód z winy męża. A gdyby tak jeszcze wylądował za kratkami, to i z mieszkania można by go wykopać. Obiecałam M. że mu pomogę w wyciągnięciu całej prawdy na jaw. Moje małżeństwo i tak już nie było do uratowania – mówiła żona Tomasza.

W styczniu 2012 roku Paweł zadzwonił do żony Tomasza, dając sygnał, że samochód jej męża znajduje się przed ich blokiem. Niestety kobiecie nie udało się przyłapać małżonka na gorącym uczynku, jednak po tym zdarzeniu była już pewna, że Edyta jest jej rywalką.

Tomasz wciąż uważał się jedynie za „przyjaciela” Edyty. Twierdził, że jego żona konfabuluje i nigdy jej nie zdradził. Nie przeszkadzało mu to w pomówieniu Pawła o kradzież mienia wojskowego. Na prośbę Edyty wymienił również zamek w drzwiach do mieszkania, które użytkowała z Pawłem. Później, w czasie śledztwa i rozprawy, kochanek oraz świadkowie próbowali zminimalizować związek Tomasza z całą tą sprawą. Jaka była prawda? Czy rzeczywiście był jej kochankiem? Czy tylko pomocnym i wspierającym pracodawcą, który odwiedzał kobietę w domu niemal codziennie pod nieobecność męża?

Cała ta sytuacja była mocno niezdrowa…

Morderstwo niewiernej żony

21 lutego 2012 roku, około godziny 21.00 Tomasz odwiózł Edytę pod blok. Od razu zwrócił uwagę na fakt, że światło w jej mieszkaniu jest zapalone. Oznaczało to, że Paweł jest w domu.

– Ona poszła na górę jak skazaniec i wcale się nie zdziwiłem, gdy wkrótce zadzwoniła do mnie z kuchni, że ma dosyć, wychodzi, prześpi się u koleżanki. Chciała, abym ją tam podwiózł. Przybiegła do mnie, przez godzinę jeszcze rozmawialiśmy. Udało mi się ją przekonać, że powinna wrócić do mieszkania – tak wspomina to zdarzenie kochanek.

Według wersji Pawła, tego dnia doszło między nim a Edytą do kolejnej awantury. Żona wpadła w złość, gdy dowiedziała się, że mąż grzebie w jej rzeczach. Wpadła w szał, chciała go uderzyć. Mężczyzna w tym momencie postąpił jak zawodowy żołnierz – w geście obronnym chwycił ją za gardło. Tak skutecznie, że tym jednym chwytem odebrał jej życie.

Kiedy dotarło do niego, co zrobił, postanowił ukryć ślady swojej zbrodni. Owinął zwłoki kocem i włożył je do bagażnika samochodu. Wywiózł w las w okolice Palmir. Po drodze kupił cały kanister z benzyną po czym, po dojechaniu na miejsce, oblał ciało żony cieczą i podpalił. Pozostawił płonący stos w lesie i odjechał.

Coś się nie zgadza

Nagłe zniknięcie Edyty zaniepokoiło jej kuzynkę. Krewna nie mogła się z nią skontaktować, Edyta nie odbierała telefonu. Takie zachowanie było do niej niepodobne. Często, gdy ktoś zaginie lub gdy zachodzi podejrzenie, że doszło do przestępstwa, policja w pierwszej kolejności przesłuchuje współmałżonka. W większości przypadków okazuje się, że to właśnie osoba najbliższa jest winna śmierci…

– Wstałem w południe, lodówka była pusta, pojechałem więc do Mc Donalda, a potem do mamy pod Warszawę. Zasiedziałem się u niej do wieczora i wróciłem do swojego mieszkania. Żony w domu nie było. Zatelefonowałem na jej komórkę. Odpowiedziała, że jest jeszcze w pracy, będzie za godzinę. Czekałem na nią, bo mieliśmy do pogadania. Kiedyś umówiliśmy się, że czynsz za mieszkanie będziemy wnosić po połowie, tymczasem po roku wyszło na jaw, że ona nie wpłaciła ani grosza. Poza tym okazało się, że samowolnie wyczyściła moje konto, zabierając 1600 zł. Miałem o to pretensje, ale nie awanturowałem się. Chciałem, abyśmy doszli do porozumienia. Żona, po powrocie do domu, wysłuchała co mam do powiedzenia, następnie wyszła z telefonem do kuchni i tam każde moje słowo powtórzyła panu B. Potem dała mi komórkę, żebym z nim porozmawiał. Usłyszałem, że Edyta nic nie będzie płacić, bo pieniędzy nie ma, a on też już swoich nie da. Chciałem zapytać, czy to znaczy, że moja żona jest na jego utrzymaniu, ale się rozłączył. Edyta po zjedzeniu kolacji wyszła z mieszkania, choć to już była jedenasta w nocy. Domyśliłem się, że B. podjechał pod blok – mówił w czasie przesłuchania Paweł.

Mężczyzna niemal z zegarmistrzowską precyzją opisał śledczym minuta po minucie tamten wieczór, gdy czekał na żonę. To wzbudziło uzasadnione podejrzenia funkcjonariuszy. Niby przypadkiem miał wtedy zajrzeć do jej torby i odkryć tabletki antykoncepcyjne. Podobno zszokowało go to, ponieważ nie współżył z żoną od pół roku, a ona mówiła mu, że jest bezpłodna.
Pod naporem pytań Paweł złamał się i przyznał do tego, że to on stoi za zaginięciem żony. Wskazał śledczym miejsce pozostawienia zwłok.

– Zabiłem ją – miał wyszeptać.

Kara za zbrodnię

Wiele osób zastanawia się, co wtedy czuł Paweł i co nim kierowało. Czy zamordował swoją żonę z zimną krwią? Był agresorem, który ukrył ciało, aby pozbyć się dowodów zbrodni? Czy sfrustrowanym mężem, wykorzystywanym przez żonę, który zabił z powodu zazdrości? A może kobieta zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku podczas szarpaniny?

Mama Pawła jest przekonana, że to Edyta i jej kochanek ciągle go prowokowali. On chciał posklejać jakoś ten związek. Fakt, był zazdrosny, ale miał ku temu powody.

Sąd był dla niego łaskawy. Za to, co zrobił groziło mu 25 lat więzienia, jednak sąd wymierzył karę 13 lat pozbawienia wolności. Miało na to wypływ wiele czynników łagodzących. Mężczyzna współpracował z policją i wskazał miejsce ukrycia zwłok. Biegli nie mogli w sposób jednoznaczny wskazać przyczyny zgonu, więc jedyną przyjętą przez sąd wersją była wersja oskarżonego. Jako wyszkolony zawodowy żołnierz, będąc w gniewie, mógł zabić jednym chwytem. Zazdrość i złość mogły przysłonić mu zdrowy osąd sytuacji. Edyta również nie spodziewała się tego ataku. Nie broniła się.

To przykre, ale miłość czasem zabija….

Opracowała GoSia Nieć
Korekta Magdalena Kot

Uścisk zdradzonego komandosa


https://www.se.pl/wiadomosci/polska/legionowo-zazdrosny-maz-pawel-m-udusi-i-spali-zone-na-stosie-aa-EN6u-L4z2-bWLK.html
https://mazowieckie.naszemiasto.pl/mieszkaniec-legionowa-udusil-i-podpalil-swoja-zone-bo-byl-o/ar/c1-1304005
https://tustolica.pl/udusil-i-spalil-zone-z-zazdrosci_60328

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Mordestwo
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments