Morderstwo rodziny w Siennicy

Mieszkańcy małej spokojnej miejscowości na Mazowszu dalej nie mogą zapomnieć o okrutniej zbrodni, jaka miała tam miejsce prawie 25 lat temu.

„-Mordercy z zimną krwią zamordowali zarówno Pana Janusza, jak i jego małżonkę i dwójkę dzieci”– opowiada Artur Górski z Magazynu Focus Śledczy.

Opisywana przez nas rodzina, której źródła podają różne nazwiska, była powszechnie znana i szanowana. Swoją pozycję w społeczeństwie zdobyli dzięki ciężkiej, fizycznej pracy w sadownictwie. Pan Janusz i jego żona Kinga skończyli studia rolnicze. Od ponad dwudziestu lat byli małżeństwem. Para doczekała się trójki dzieci: 2 córek i syna. Rodzice byli dumni ze swoich pociech. Każde z nich osiągało bardzo dobre wyniki w nauce. Nie sprawiali większych problemów wychowawczych. Zawsze zadbani i kulturalni. Dziewczynki studiowały w Warszawie, a czternastoletni syn chodził do szkoły podstawowej w Nasielsku.

„Co wydarzyło się 25 stycznia 1996 roku?”

Zima tego roku była wyjątkowo mroźna. Zbliżał się wieczór. Było zbyt późno na spacery. Wszyscy mieszkańcy siedzieli już w domach. Nawet nie podejrzewali, że tuż obok może dochodzić do krwawej zbrodni…

W piątkowy poranek jeden z pracowników, Grzegorz W. przyszedł do pracy w przetwórni Pana Janusza i Pani Kingi. Zaskoczyła go wszechobecna cisza. Spostrzegł, że w domu paliły się światła, jednak piec centralnego ogrzewania był wyziębiony, co mogło skutkować przemarznięciem przechowywanych owoców. Takie zaniedbanie nie było podobne do właściciela. Zawsze był odpowiedzialny i dbał o swoją firmę.

Zaniepokojony zapukał do drzwi wejściowych do mieszkania, ale nikt nie odpowiadał. Drzwi okazały się otwarte, więc wszedł do środka. To, co zobaczył za drzwiami, na zawsze zmieniło jego życie. Stanął jak wryty. Na podłodze, w kałuży krwi przy drzwiach wejściowych, nogami w ich kierunku, leżał Janusz. Miał na sobie kurtkę, co mogło sugerować jego zamiar wyjścia na zewnątrz.

„-Uważamy, że pan Janusz został zastrzelony w momencie, gdy otwierał drzwi wejściowe. Jego żona próbowała walczyć, były porozrzucane talerze, sprzęty, dokumenty” – opowiada Ewa Ambroziak z Prokuratury Rejonowej w Płońsku.

Krew zdążyła już zakrzepnąć. Mężczyzna nie żył. Grzegorz W. przeszedł do salonu, gdzie natrafił na zwłok Kingi. Ona również nie dawała znaków życia.

Grzegorz przerzedł do sąsiadującego z salonem gabinetu, gdzie do tej pory przyjmowali partnerów biznesowych, aby stamtąd zatelefonować na policję. Odkrył tam ciało Marcela, syna Pana Janusza i Pani Kingi. Leżał w kałuży krwi na dywanie, wśród porozrzucanych dokumentów. Miał zakrwawioną twarz i skrępowane sznurkiem dłonie.

„-W kolejnym pomieszczeniu zobaczyłem syna pana Janka. Miał związane ręce i zakrwawioną twarz. (…) Powiedziałem sobie pod nosem, że pójdę powiadomić policję”– fragment zeznań Grzegorza W.

Według byłych śledczych, ślady wskazywały na to, że Marcel zawzięcie się bronił.

” – Chłopiec próbował zapobiec zbrodni, bronić swoich rodziców. Znalazł gdzieś pistolet gazowy i pobiegł z nim do przestępców. Niestety broń się zacięła. Mordercy odebrali mu tę broń i torturowali go. Być może chcieli dowiedzieć się, gdzie rodzice trzymają jakieś kosztowności”– opowiada Artur Górski z Magazynu Focus Śledczy.

Policjanci z Nasielska po przybyciu na miejsce zdarzenia, na piętrze znaleźli czwartą ofiarę. Była to Magda, jedna z córek. Przyjechała poprzedniego dnia do domu, ponieważ była przeziębiona. Postanowiła wykurować się i pouczyć do egzaminu. Jej siostra Małgorzata została na stancji w Warszawie. Dzięki temu nie stała się kolejną ofiarą zbrodni.

„-Na górze do sesji egzaminacyjnej uczyła się Magda. Najpierw pobito ją, założono kajdanki na ręce, a potem zerwano z niej odzież. Została brutalnie zgwałcona. Dostała strzał w środek czoła”– mówi Ewa Ambroziak z Prokuratury Rejonowej w Płońsku.

Wszyscy członkowie rodziny zginęli od strzału z bliskiej odległości. Późniejsze ustalenia śledczych potwierdziły, następującą wersję wydarzeń:

„-Rodzina najprawdopodobniej spożywała posiłek w salonie, w tym czasie weszli sprawcy. Była to godzina ok. 19:00-19:30. Gospodarz został znaleziony bezpośrednio przy progu, metr od drzwi frontowych. Dostał śmiertelny strzał w oko. W salonie leżała jego żona, która również otrzymała strzał w głowę. W tym pomieszczeniu widoczne były ślady walki, szamotaniny, potłuczone talerze itd. Na parterze w pokoju, który bezpośrednio przylegał do salonu, znajdowało się ciało Marcela, który miał wykręcone ręce do tyłu, skrępowane taśmą samoprzylepną. Jego też zabił strzał prosto w głowę. Na piętrze z kajdankami na jednym nadgarstku znaleziono ciało torturowanej i zgwałconej Magdy, ona również została zastrzelona. W całym domu znaleziono kilkanaście pocisków. „– mówi jeden z policjantów zaangażowanych w śledztwo.

Rodzina jeszcze żyła po godzinie dziewiętnastej. W tym czasie zadzwonił do nich znajomy, z którym rozmawiała Kinga. Konwersacja przebiegała bez zakłóceń. Kobieta rozmawiała lekko i naturalnie jak zawsze. Jej głos nie zdradził najmniejszych oznak zdenerwowania. Niespełna godzinę później, do rodziców zadzwoniła Małgorzata, ale nikt nie podniósł słuchawki.

Prawdopodobnie w czasie, kiedy w tym domu dochodziło do tragedii, ok. godziny 19:30 zjawił się chłopak Magdy ze swoim bratem. Mężczyźni nie próbowali dostać się do środka. Zapalone światło wyraźnie wskazywało na czyjąś obecność. Odjechali. Po powrocie do swojego domu, chłopak zadzwonił z telefonu stacjonarnego do swojej dziewczyny. Magda nie odebrała.

Tego samego wieczoru chłopak ponownie przyjechał pod dom Magdy. Tym razem był sam. Brak kontaktu z dziewczyną nie dawał mu spokoju. Takie zachowanie nie było w jej stylu. Zawsze była słowna i informowała go o wszystkich zmianach planów. Z jakiegoś powodu nie udało mu się wejść do domu. Zrezygnowany odjechał…

Według hipotez śledczych, przyjazd braci spłoszył sprawców.

„Motyw rabunkowy?”

W gabinecie Janusza sprawcy opróżnili kasetkę z pieniędzmi. W domu znajdował się jeszcze sejf. Sprawcy prawdopodobnie nie wiedzieli o jego istnieniu, ponieważ pozostał nienaruszony. Można z całą śmiałością założyć, że sprawcy czegoś szukali. Cały parter był splądrowany, ale łupy nie były wielkie. Natomiast piętro, gdzie znajdywały się sypialnie, było praktycznie nienaruszone. Nie udało się ustalić czy zaginęły dokumenty. Według opisu jednego ze śledczych, 2- 3 gniazdka elektryczne były „wyrwane”. Mogło to świadczyć, że sprawcy byli przekonani, że znajdują się tam jakieś precjoza. Jednak sami mieszkańcy mogli uszkodzić te gniazdka np. podczas odkurzania.

Jeśli wiedzieli o istnieniu sejfu, to prawdopodobnie torturowali Marcela, aby wymusić na nim informację, gdzie jest ukryty klucz. Chłopiec nie znał jego położenia. W środku i tak znajdowało się kilka dokumentów, które nie miały większej wartości.

”Pytania i hipotezy”

Nie wiadomo, dlaczego sprawcy przecięli kable telefoniczne, skoro zaraz po wejściu do środka zabili cała rodzinę. Dlaczego odcięli łączność? Czy chcieli zmylić policję?

Skąd wynika brutalność sprawców? Nie jest w ogóle współmierna do popełnionego czynu. Być może od razu planowali morderstwo skoro mieli ze sobą broń?

Mimo oficjalnej wersji, że rodzina posiadała sporą płynność finansową, osoby z ich otoczenia miały całkiem odmienny obraz sytuacji. Po nieudanej inwestycji w rzeźnie, rodzina stanęła na skraju bankructwa. Zajęli się skupem i handlem runa leśnego. Mimo problemów finansowych, starali się z całych sił utrzymać dotychczasowy standard życia. Aby tego dokonać, głowa rodziny była gotowa na wiele poświęceń. Lękiem napawały jego podejrzane kontakty z „Ruskimi”. Być, może zadłużył się u lichwiarzy, a on przyszli po spłatę?

Niestety w tamtej chwili sprawcy źle ocenili majątek rodziny, oczym może świadczyć fakt, że Janusz przy różnych uroczystościach rodzinnych rozdawał w prezencie złote monety, które okazały się być fałszywe.

Mimo wszystko sąsiedzi, pracownicy, ani rodzina, nie zauważyli w ich zachowaniu nic co mogło świadczyć o jalichkolwiek problemach.

Być może śmierć rodziny z Siennicy była zemstą któregoś z pracowników zza wschodniej granicy? Janusz często zatrudniał pracowników sezonowych. Może któryś nie był zadowolony ze współpracy? Sąsiedzi twierdzili, że nie mieli żadnych wrogów, że pomagali biedniejszym we wsi.

A może tej okrutnej zbrodni dokonali szaleńcy? Sprawcy działali w lakoniczny sposób. Śledczy zabezpieczyli ślady m. in. dziewięciu łusek, pięciu pocisków, dwudziestu śladów z liniami papilarnymi i trzy ślady obuwia na śniegu. Strzelali do sufitu i ścian. Czy w tak nielogiczny sposób działają wyrachowani i zimni przestępcy?

„Świadkowie”

Okazuje się, że dwóch świadków wracających do domu tego wieczoru widziało jak czterech mężczyzn kierowało się z Siennicy w stronę Pieścirogów. Nie był to nikt z miejscowych, ale nie zdążyli im się przyjrzeć, bo schowali twarze pod kapturami.

Tydzień po zabójstwie, na policję zgłosił się jeden z mieszkańców Siennicy z przełomową informacją.

„-W tamten czwartek, kiedy zastrzelono Pana Janusza i jego rodzinę, kilkaset metrów od ich domu stał polonez, a wewnątrz siedział kierowca. To nie był nikt z miejscowych. Nawet mnie to zaskoczyło, więc spisałem numer rejestracyjny pojazdu. Może się wam przyda”– powiedział świadek.

Prawdopodobnie ten sam pojazd widziało kilka dni wcześniej trzech innych mieszkańców Siennicy. Wkrótce ustalono, że właścicielem pojazdu jest młody mężczyzna odwiedzający swoją sympatię nieopodal. Dziewczyna potwierdziła jego zeznania.

Mimo przesłuchania kilkudziesięciu świadków, nie udało się uzyskać jakichkolwiek informacji o potencjalnych sprawcach. Siennica to niewielka wieś, wszyscy- przynajmniej z widzenia- doskonale się znają, a każdy obcy od razu jest rozpoznawany. Gdyby sprawcy wcześniej obserwowali willę tek rodziny, z pewnością ktoś by zauważył obcych we wsi. Jednak w tym przypadku nikt nic nie widział.

Nie wiadomo jak sprawcy tu się dostali, czym przyjechali, kiedy i jak odjechali. Mężczyzna wracający na piechotę z pracy z Nasielska widział dwóch mężczyzn idących w przeciwną stronę.

„Nikogo miało nie być w domu”

W czasie śledztwa wyszło na jaw, że feralnego dnia cała rodzina miała być poza domem. Przypadek sprawił, że stało się całkiem inaczej. Kinga i Marcel byli umówieni na 19:00 do dentysty. Zdążyli nawet potwierdzić wizytę. Natomiast Janusz o 19:30 umówiony był z mechanikiem w Pomiechówku. Magda nagle pojawiła się w domu, dzień przed tragedią, z powodu choroby.

„-Dziewczyna była bardzo pilną studentką, pamiętam, że w jej indeksie widniały same bardzo dobre oceny.„– przypomina sobie jeden z byłych śledczych.

Prawdopodobnie jeśli sprawcy szli do domu to tylko z zamiarem rabunku, nie spodziewali się zastać domowników. Do zbrodni mogło wtedy dojść przypadkowo, gdy sprawa wymknęła się spod kontroli.

” -Nikt nie idzie zabijać kilku osób z przerobioną bronią gazową z tłumikiem, to była „amatorszczyzna”. Broń, z której każdy kolejny wystrzał był coraz słabszy, po kilkunastu wystrzałach nie nadawała się już do niczego. Ostatni nabój znaleziono w ubraniu gospodyni domu, utknął między swetrem a halką, nie ocierając się nawet o ciało. Zabójstwo całej rodziny mogło być zatem „likwidacją niespodziewanych świadków”– mówi policjant, który brał udział w śledztwie.

„Kantorowcy”

„-Za sprawą może stać bardzo bezwzględna grupa tzw. kantorowców. Oni na tyle udowodnili swoje bestialstwo, okrucieństwo i bezwzględność, że ten wątek warto drążyć. Ja bym tam szukał.”– mówi Artur Górski z Magazynu Focus Śledczy.

Znalezione na miejscu zbrodni łuski pochodziły od naboi pistoletu kaliber 6,35 mm Browning. Wszystkie zostały wystrzelone z tej samej broni. Nie wiadomo natomiast czy strzelał jeden czy dwóch sprawców. Broń była przerabiana metodą chałupniczą na broń palną, co potwierdziły badania. Łuski i pociski nie miały oznakowań umożliwiających ustalenie daty produkcji nabojów, od których pochodziły.

W marcu 1996 roku udało się ustalić, że niespełna tydzień wcześniej z tej samej broni, z której strzelano w Siennicy, zaatakowano małżeństwo właścicieli jednego z warszawskich kantorów wymiany walut. Kobieta została zastrzelona na miejscu, jej mąż został ciężko ranny.

Sprawców napadu, pomimo intensywnego śledztwa, nie zatrzymano. Najprawdopodobniej obu przestępstw dopuściły się te same osoby. Czym jednak się kierowali, wybierając na kolejne ofiary akurat rodzinę z Siennicy? Czy może wcześniej nie znali ich i „w ciemno” przyjechali tutaj spodziewając się dużego łupu?

To kolejne pytania, na które pomimo upływu czasu nie udało się odpowiedzieć. Zabójcy, którzy z zimną krwią rozstrzelali czteroosobową rodzinę, są nadal na wolności.
Do kolejnej podobnej zbrodni doszło 3 marca 1998 roku w Warszawie. Zginęła kolejna rodzina, starsze małżeństwo Władysław i Alicja K. i ich z 35-letni syn Robert. Zostali odnalezieni w swoim mieszkaniu. Wszyscy zginęli od strzału w głowę z bliskiej odległości.

„-Starszy mężczyzna nawet nie zdążył wstać od biurka. Jego ciało znaleziono przy biurku. Na miejscu brak było śladów włamania, ingerencji wytrychu w zamku kraty czy drzwi. Najbardziej prawdopodobna jest wersja, że zabiła osoba, którą domownicy znali.”– informuje Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa- Praga.

Śmiertelne strzały ponownie padły z broni gazowej, przerobionej na ostrą. Jednak nie było to ta sama co w przypadku dwóch wcześniejszych morderstw. Miały natomiast wiele cech wspólnych. Można pokusić się o stwierdzić, że pochodziły od tego samego rusznikarza. Biegli potwierdzili podobieństwo. Broń nie została użyta wcześniej w innym zdarzeniu. Wszystkie morderstwa łączył motyw rabunkowy.

I na tym podobieństwa się kończą. Prawdopodobnie pistolet wyposażony był w tłumik, ponieważ nikt w wieżowcu nie usłyszał huku wystrzału. Sprawcy byli lepiej przygotowani. Z mieszkania zniknęła kamera, faks i neseser Pana Roberta. Wewnątrz znajdowały się dokumenty i pieczątki prowadzonej przez niego firmy. Sąsiedzi na kilka dni przed morderstwem zauważyli dwóch dziwnie zachowujących się mężczyzn. Widzieli jak kierowali się w stronę drzwi państwa K. Jeden z nich usilnie starał się ukryć twarz. Śledczym udało się stworzyć ich portret pamięciowy.

„-Minęło kilka lat, ale nie na tyle dużo, żeby te osoby zniedołężniały i przestały umieć posługiwać się bronią. A zło w człowieku pozostaje do końca.” – mówi Artur Górski z Magazynu Focus Śledczy.*

„Sprawców nie wykryto”

W trakcie śledztwa zatrzymano i przesłuchiwano wiele osób. Zebrano ogromną liczę dowodów i materiałów biologicznych. Oględziny miejsca zbrodni trwały aż trzy doby, jednak nikogo nie zatrzymano. Również nie natrafiono na ślad grupy przestępczej. Sprawę umorzono z powodu nie wykrycia sprawcy w 1998 roku. Polica jednak nie zapomniała o sprawie.

Do tej pory nie ustalono sprawców, podobnie jak do końca nieznany jest motyw tamtej masakry. Córka Pana Janusza i Pani Kingi odcięła się od tamtych wydarzeń. Raz na kilka lat odwiedza rodzinne strony. Mimo traumy jaką z pewnością przeszła udało je się zrobić karierę. Zajmu wysokie stanowisko w branży hotelarskiej.

Czy jeszcze kiedyś poznamy prawdę? Co wydarzyło się 25 stycznia 1996 roku?

Opracowała GoSia Nieć
Korekta Kasia Chromiec

Tekst powstał przy współpracy z Grupą „W poszukiwaniu prawdy” oraz Stroną „Zaginieni – szukamy was”

https://www.ipla.tv/wideo/news/997-Fajbusiewicz-na-tropie/5002538/997-Fajbusiewicz-na-tropie-Odcinek-65/3055590f5ae1b5805244d3fa15d35367
https://wiadomosci.onet.pl/na-tropie/czy-to-dzielo-szalenca/dmmyq
https://interwencja.polsatnews.pl/reportaz/2014-08-28/po-siennicy-mordowali-w-warszawie_1376130/

NOWODWORSKI/LEGIONOWSKI. Mordercy przyszli za wcześnie

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments