Mord w Wigilię

Noc Wigilijna, dla wielu z nas kojarzy się z czymś niezwykłym i radosnym. Jest to czas gdy wspólnie zasiadamy przy stole, na którym jest dwanaście potraw, jest miejsce dla niespodziewanego wędrowca, dajemy sobie prezenty. Noc ta jest wyjątkowa także ze względu na mszę pasterską, która odbywa się zazwyczaj o północy z 24 na 25 grudnia. Noc ta zawsze będzie mi się jednak kojarzyć ze zdarzeniami jakie miały miejsce na drodze z Połańca do Zrębina…

W wigilijną noc, w 1976 roku doszło do bestialskiego morderstwa 18-letniej Krystyny Łukaszek z domu Kalita, która była w piątym miesiącu ciąży, jej męża Stanisława Łukaszka, oraz zaledwie 12-letniego Mieczysława Kality. Oprawca jak to często bywa na wsi, był spokrewniony z ofiarą. To, co najbardziej zapada w pamięć to fakt, że świadkami tego potrójnego morderstwa było około 30 osób. Dlaczego nikt nie próbował pomóc ofiarom? Możliwe, że ze strachu o własne życie, lub przez przysięgę, jaką złożyli, możliwe też, że przez pieniądze, jakie dostali od bezwzględnego oprawcy…

Sprawa ta szerzej znana jest jako „zbrodnia połaniecka”, a sama zbrodnia i proces były tak nieprawdopodobne, że ciężko uwierzyć w to co się stało. Kim był oprawca? To Jan Sojda dobrze sytuowany właściciel dużego gospodarstwa rolnego we wsi Zrębin. Jan Sojda był najbogatszym i najbardziej wpływowym gospodarzem w okolicy, jako jedyny posiadał traktor i prywatny telefon, co w tamtych czasach niezmiernie podnosiło jego status społeczny. Przez pewien czas był także ławnikiem, co w jego oczach, ale także w opinii mieszkańców Zrębina, dawało mu mandat do rozstrzygania wszelkich sporów. Sojda zaś pomocy i rady nigdy nie odmawiał, dzięki czemu powszechnie nazywano go „królem Zrębina”. Był osobą charyzmatyczną, ale jednocześnie pozbawioną skrupułów i moralności, był jednym słowem despotą. Najlepiej o tym świadczy fakt, że kiedy z jego podwórka zniknęła kura, oskarżył o to psa sąsiada. By dowieść swojej racji ukradł go, a następnie zabił i rozpruł by z żołądka wyciągnąć kurze pióra.

Przyczyną tej zbrodni i zmowy milczenia był nie tylko konflikt między rodzinami, lecz także incydent do którego doszło podczas wesela Krystyny i Stanisława. Rodziny były skonfliktowane od dłuższego czasu. Kiedy młody Jan Sojda zgwałcił dziewczynę, z którą pracował w polu, Roj, dziadek Krystyny, pomógł milicji doprowadzić go do aresztu. Sojda przesiedział tylko osiem miesięcy, ale swojej krzywdy nigdy nie zapomniał. Kilka lat później na terenie jego obejścia został zastrzelony dziesięcioletni syn Roja – Marian. Strzelał znajomy Sojdy, który tłumaczył się, że celował do agresywnego psa. Sprawca dostał wyrok w zawieszeniu i niedługo potem zginął w wypadku samochodowym. Nikt z rodziny Rojów nie uwierzył w to że to był tylko wypadek…

Podczas wesela Krystyny i Stanisława, obecna była prawie cała wieś, łącznie z Janem Sojdą, a także jego siostrą, żoną Józefa Adasia, która pomagała w kuchni. Jeden z młodych kuchcików podpatrzył, że Adasiowa wynosi po kryjomu wędliny, udał się więc z tą informacją do Zdzisławy Kality, która zwróciła Adasiowej uwagę. Ta obraziła się i wróciła do domu, ale następnego dnia wymusiła na Kalitach podarowanie jej wypożyczonej na ślub zastawy stołowej. Zdzisława się zgodziła, chcąc zażegnać konflikt, ale niestety było na to już za późno. Po wsi rozeszła się plotka, że siostra „króla Zrębina” przywłaszczyła sobie nie tylko kiełbasę, ale również talerze. Sojda wpadł we wściekłość, nie dość, że oskarżenia padły ze strony rodziny, z którą od lat był skonfliktowany, to jeszcze były to osoby biedne, z którymi we wsi zupełnie się nie liczono. W jego głowie zrodził się plan jak ukarać za tą zniewagę rodzinę Kalitów. W plan ten zostali wtajemniczeni: szwagier Józef Adaś oraz dwaj zięciowie Stanisław Kulpiński i Jerzy Socha.

Dzień dokonania zemsty nie był przypadkowy, potrzebował on świadków na to, że ma władzę i że nie można bezkarnie obrażać nie tylko jego, lecz także jego rodziny. W trakcie pasterki w kościele w Połańcu pod Tarnobrzegiem, młodzi małżonkowie, oraz 12-letni brat Krystyny Mieczysław Kalita, zostali tuż po rozpoczęciu mszy podstępem wywabieni ze świątyni. – Kryśka, wracaj do domu, twój ojciec rozrabia we wsi po pijaku – miała usłyszeć Krystyna od kogoś „życzliwego”. Cała trójka natychmiast ruszyła pieszo w kierunku Zrębina, ich rodzinnej wsi, odległej od Połańca o około 5 kilometrów. Próbowali udać się tam jednym z autobusów, który przywiózł wiernych na pasterkę z okolicznych wsi, lecz odmówiono im podwózki, była to bowiem kolejna część morderczego planu. Zdążyli przejść około połowy drogi, gdy dostrzegli taksówkę za którą jechały dwa autobusy. 12-letni Mietek, który szedł ostatni, nie miał szans odskoczyć przed celowo skręcającą w jego stronę taksówką. Przeleciał przez maskę, a gdy w kierunku rannego chłopca rzucili się Krystyna i Stanisław, zaatakowało ich kluczami do kół autobusowych dwóch silnych mężczyzn – Jan Sojda i jego szwagier Józef Adaś. Przerażona Krystyna próbuje uciekać, jednak zostaje szybko dogoniona. Próbowała prosić o litość dla siebie i swego nienarodzonego dziecka, jednak bezskutecznie… Jan Sojda nie ma w sobie ani krzty litości… Nie okazano także litości 12-letniemu Mieciowi Kalecie, został położony na drodze, a oprawcy pokierowali autem by przejechać mu po głowie…

Morderstwo to działo się na oczach ok. 30 świadków siedzących w autobusie. Nikt nie próbował sprzeciwić się mordercom. W drzwiach Sana stanął drugi zięć Sojdy, Stanisław Kulpiński, który powstrzymał ewentualnych chętnych do interwencji słowami: „Kto wyjdzie, tego spotka ten sam los”. Po morderstwie, sprawcy kazali świadkom przejść do drugiego autobusu. Tam Jan Sojda trzymając w ręku różaniec po kolei odbierał od nich niezwykłą przysięgę milczenia. Musieli ucałować krzyż, następnie zaś własną krwią odcisnąć ślad swego kciuka na papierze – niczym przy podpisywaniu cyrografu. Po złożeniu przysięgi dostawali od Sojdy, najbogatszego gospodarza we wsi, sporą kwotę pieniędzy, około 20 tys. złotych.

Sprawcy zbrodni przewożą wszystkie zwłoki jednym z autobusów w inne miejsce przy tej samej drodze. Następnie przejeżdżają przez zwłoki i porzucają autobus w rowie. Według planu Jana Sojdy ma to wyglądać na nieszczęśliwy wypadek. Drugim autobusem wracają na końcówkę pasterki, by zapewnić sobie w ten sposób alibi. Po pasterce kiedy ludzie wyszli z kościoła i chcieli udać się do swoich domów, okazało się, że jest tylko jeden autobus. Kierowca wszczął alarm, że skradziono pojazd i udał się na komisariat milicji. Wracający w jednym autobusie ludzie, po drodze niespodziewanie natrafiają na zaginiony pojazd i zwłoki sąsiadów leżące opodal. Kobiety łapią się za głowy, płaczą, mężczyźni przeklinają zły los. Jeszcze niedawno wszyscy bawili się na weselu młodej Krysi i Stasia, a tu takie nieszczęście. Na miejscu zjawia się milicja, oględziny są szybkie i niezbyt dokładne, wszystko wskazuje na to, że to był tylko wypadek…

Nie zostały zabezpieczone ślady, zarówno te w autobusie jak i te w miejscu odkrycia zwłok. Sekcja zwłok przeprowadzona była przez osobę, która nie miała kwalifikacji. Sam lekarz też powiedział, że od pewnych czynności odstąpił na polecenie prokuratora, chodziło według niego o to by nie szpecić zwłok. Niektórzy z funkcjonariuszy MO wątpili w to, że był to wypadek, jednak prokuratura bagatelizowała ich opinię. Dowodem na to mogą być słowa jednego z milicjantów który podczas rozprawy sądowej zeznał: „Nie układała się nam wcześniejsza współpraca z prokuraturą rejonową. Początkowo sprawa była traktowana po macoszemu. Nasze wnioski, które przedstawialiśmy, były traktowane pobieżnie”

Sprawa ujrzała światło dzienne dzięki koledze zamordowanego 12-latka Miecia Kality, 14-letniego Stanisława Strzępka. Po zaledwie dwóch dniach chłopiec ten pod oknem Jana Sojdy i Józefa Adasia wykrzyczał: „Zabiliście tylu ludzi, zabiliście mojego kolegę Miecia!”. Okazało się że Staś także wracał z pasterki w Połańcu piechotą i niespodziewanie natknął się na Adasia inscenizującego „wypadek”. Chłopak uciekł, ale to, co widział, nie dawało mu spokoju…

Jan Sojda zaczął zapraszać więc chłopca do siebie, doskonale wiedział, że pochodzi z biednej rodziny, a jego ojciec nałogowo pije alkohol. Obiecywał chłopcu, że nauczy go jeździć traktorem, częstował go obiadami, starał się w ten sposób przekupić chłopca by milczał. Blisko pół roku po wydarzeniach z pamiętnej nocy, sprawa została przejęta przez prokuratora z Tarnobrzega, który zarządził ekshumację zwłok. Biegły anatomopatolog stwierdził, że ofiary były katowane tępym narzędziem, a obrażenia nie mogły być wynikiem wypadku.

Śledztwo trwało dwa lata, rozprawa sądowa blisko rok. Dokładnie tyle czasu było potrzeba by przerwać zmowę milczenia i ukarać sprawców. Według różnych źródeł Jan Sojda przeznaczył na łapówki od 200 do 400 tys. ówczesnych złotych. W historii polskiej kryminalistyki, proces ten był jednym z najtrudniejszych… W śledztwie przesłuchano 232 świadków, jednego 14 razy, podczas procesu przesłuchano 220 świadków. 38 odwołało swoje zeznania, 18 podejrzanych o fałszywe świadczenie trzeba było aresztować. Sędziowie 88 razy nakładali na mataczących świadków kary pieniężne. Zmowę milczenia udało się przełamać tylko częściowo, niektórzy z zeznających nigdy nie powiedzieli, co tak naprawdę widzieli owej feralnej nocy. Woleli pozostać w więzieniu, niż złamać przysięgę daną Sojdzie.

Sąd wydał bardzo surowy wyrok dla sprawców tej przerażającej zbrodni… Jan Sojda – kara śmierci, Józef Adaś – kara śmierci, Jerzy Socha – kara śmierci, Stanisław Kulpiński – kara śmierci. W przypadku Jerzego Sochy i Stanisława Kulpińskiego Rada Państwa skorzystała z prawa łaski, dostali obaj po 25 lat więzienia (nie było kary dożywotniego pozbawienia wolności). Dodatkowo za pomaganie w zacieraniu śladów na pięć lat więzienia, został skazany Henryk Witek. Wyrok na skazanych wykonano w 1982 roku… Jednak pamięć o tej sprawie jeszcze długo pozostanie w pamięci ludzi którzy tam mieszkają…

Sprawa ta została świetnie omówiona w podcascie Justyny Mazur, została też omówiona na kanale Hulaj Dusza i No nie gadaj… Z całą pewnością warto o tej sprawie przeczytać także reportaż Wiesława Łuki, „Nie oświadczam się”.

Opracował: Jan Kryński

Źródła:

Podcasty:

https://www.youtube.com/watch?v=tMPcZ_8nSAM&ab_channel=JustynaMazur

https://www.youtube.com/watch?v=zPHoCWJFt-Q

https://www.youtube.com/watch?v=xE7ClTur1ys

Prasa Internetowa:

https://tvn24.pl/magazyn-tvn24/mord-i-zmowa-milczenia-we-wsi-ktora-nie-byla-sycylia,190,3277

https://www.rp.pl/Rzecz-o-historii/307049996-Sprawa-polaniecka-Jedna-z-najglosniejszych-zbrodni-w-PRL.html

https://opinie.wp.pl/wieslaw-luka-zbrodnia-polaniecka-przeraza-do-dzisiaj-trudno-uwierzyc-ze-to-sie-naprawde-wydarzylo-6016712382178433a

https://polskatimes.pl/sprawa-polaniecka-masakra-w-hajnowce-napad-na-konwoj-z-cdt-bozonarodzeniowe-zbrodnie-czarne-opowiesci-wigilijne/ar/13764701

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Mordestwo
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments