Grzegorz Mańkiewicz

Był spokojny, nie było z nim problemów. Zresztą nie zdążyłam go poznać lepiej, bo u nas mieszkał niespełna dwa miesiące. Trafił w marcu, a już w maju zaginął – mówi Alina Bac, dyrektorka Domu Dziecka.

Grzegorz…

Miał tylko 16 lat, a za sobą przykry bagaż doświadczeń. Jego ojciec zmarł i wychowywała go matka. Jego dziadek i matka próbowali jakoś związać koniec z końcem. Jednak to nie wystarczyło…

Póki żył ojciec Grześka, nie byli biedni. Ojciec jeździł szambiarką i to był powód, dla którego niektórzy chłopcy mu dokuczali. Ojciec zmarł jakieś dwa lata przed jego zaginięciem. Od tamtej pory w rodzinie było biednie. Gdyby nie pomoc dziadka, który mieszka z rodziną, byłoby bardzo trudno – mówiła jedna z sąsiadek.

Z powodu fatalnych warunków bytowych w marcu 2007 roku Grzegorz trafił do domu dziecka w Krakowie. Nie potrafił do końca odnaleźć się w nowej sytuacji. Bardzo tęsknił. Zależało mu na spotkaniach z opiekunami. Był bardzo mocno z nimi związany. Jeśli matka nie przyjechała na umówione spotkanie, bardzo to przeżywał… Do rodzinnego domu udawał się na przepustki weekendowe, mógł spędzać w domu pół piątku aż do niedzieli wieczorem. Jego życie nie długo miało się zmienić. Babcia planowała nie długo zabrać go do siebie…

Znaliśmy Grześka, to fajny chłopak. Chodziliśmy razem do gimnazjum. Nie zaczepiał nikogo, był spokojny. Nie skarżył się. Ostatnio rzadko go widywaliśmy, bo jak nam mówił, chodzi do szkoły z internatem w Krakowie i dlatego przyjeżdża tylko na weekendy. Wydaje się nam, że on żyje, tylko poszedł gdzieś w Polskę… – mówią szkolni koledzy Grzegorza.

– W domu dziecka uczestniczył w zbiórkach w hipermarketach właśnie na te domy. Część pieniędzy przypadała kwestującym wychowankom. Grzegorz oddawał je matce- Gdy przyjeżdżał do Woli na weekendy, pracował u ciotki mieszkającej w sąsiedniej wiosce. Kilka kilometrów piechotą. Właśnie tam był widziany po raz ostatni – opowiada Bogdan, oficer Archiwum X prowadzący sprawę.

19 maja 2007 roku

8.00 Grzegorz w sobotę, wyszedł z domu w Woli Radziszowskiej i udał się do swojej ciotki w poszukiwaniu zarobku. Czasem za drobne roboty dostawał parę złotych.

9.00 zjawił się w Radziszowie. Nie znalazł pracy u swojej krewnej, ale u jej sąsiadki. Zgodził się za wykonanie drobnej pracy za kwotę 10 zł za godz.

Może coś planował? Kiedy zaproponowałam mu, żeby przyszedł też za tydzień, to dam mu zarobić, odpowiedział, że za tydzień nie może – mówi kobieta, u której chłopak pracował tuż przed zniknięciem.

13.00 Zakończył pracę i wracał pieszo do domu. To wtedy był widziany ostatni raz. Wszelki ślad się po nim urwał… Od dnia zagięcia jego komórka milczy. Z nikim też się nie skontaktował.

Feralnej soboty, kiedy Grzesiek zniknął, widziano go na festynie w Rzozowie. Podobno pojawiła się tam jakaś banda ze Skawiny i doszło do bójki. Nie wiadomo jednak, czy to ma jakiś związek ze zniknięciem chłopaka – powtarza zasłyszaną gdzieś informacje jeden z sąsiadów.

20 maja 2007 roku Matka zgłosiła zaginięcie Grzegorza. Natychmiast wszczęto poszukiwania. Policja przeczesała wtedy m.in. pobliskie lasy. Znalazła w nich spalone kości…

Są jednak tak zniszczone, że do dziś nie możemy dowieść nawet tego, czy były to kości ludzkie, czy zwierzęce. Nie mówiąc już o identyfikacji DNA – mówi oficer Archiwum X.

Już nazajutrz było tu pełno policji. Szukali, kopali, ale niczego nie znaleźli – wspomina sąsiadka Mańkiewiczów.

Po przesłuchaniu całej rodziny Grzegorza policja nie trafiła na żaden trop, który mógłby do niego doprowadzić. Przez kolejne miesiąca sprawa nastolatka pozostawała w zawieszeniu. Wydawało się, że rozpłynął się w powietrzu…

W końcu akta przejęli policjanci z krakowskiego Archiwum X, czyli specjalnej grupy, zajmującej się głównie zbrodniami sprzed lat, ale także niewyjaśnionymi zaginięciami.

Jestem pewien że jego zniknięcie miało związek z przestępstwem. Nie uciekł. Jeśli na jakiś ślad natrafią, śledztwo zostanie oficjalnie wznowione – mówił policjant pracujący przy sprawie.

Teorie

Ucieczka z domu?

Grzegorz bardzo kochał swoją mamę i dziadka. Poza tym jego przyszłość malowała się w jasnych barwach. W końcu miała się nim zając babcia. Więc w niedługiej przyszłości mógł opuścić Dom Dziecka. Czy zrobiłby coś tak głupiego jak ucieczka wiedząc, że wkrótce może opuścić dom dziecka? Musiał zdawać sobie sprawę, że taka ucieczka mogła mieć zły wpływ na ponowny jego powrót na grono rodziny…

Grzegorz miał przy sobie zaledwie 30 zł. Jak długo za taką kwotę mógłby przeżyć? Dzień, dwa? Może tydzień?

Minęło 13 lat – do tego czasu skontaktowałby się z rodziną lub z kimś znajomych. Był nieletni – nie miał dokumentów. W dorosłym życiu musiałby je wyrobić. Jednak nic takiego się nie stało… Nie byłby w stanie funkcjonować w społeczeństwie bez nich. Kiedyś w końcu musiałby podać swoje dane. I dlaczego miałby się ukrywać przez tyle lat?

Samobójstwo?

Policjanci wykluczyli również tę teorię. Chłopak nie miał skłonności samobójczych. Bardzo tęsknił za domem i przeżywał rozstanie z najbliższymi, ale wiedział, że już nie długo może to się zmienić. Więc po co miałby targnąć się na swoje życie?

Wypadek

Najbardziej prawdopodobną wersją może nam się wydawać nieszczęśliwy wypadek. Czy Grzegorz może wpadł do jakiegoś akwenu wodnego? Równie dobrze mógł wpaść do źle zabezpieczonej studni lub studzienki kanalizacyjnej. Może uległ wypadkowi jeszcze w innym miejscu, a jego ciało zostało dotąd nieodnalezione. Może nie był sam? Osoba, która widziała jego śmiertelny wypadek, przestraszyła się i ukryła ciało?

Czy został potrącony przez samochód, a kierowca w panice wywiózł jego ciało i ukrył poza obszarem poszukiwań? Mógł ukryć ciało na swojej posesji lub nawet w pobliżu miejsca wypadku, ale zrobił to tak sprawnie, że do tej pory policji nie udało się odnaleźć jego ciała…

Morderstwo?

Czy ktoś celowo zabił Grzegorza? Tak uważa Krakowskie Archiwum X. Chłopiec nie miał wrogów. Stronił od konfliktów. Pochodził z ubogiej rodziny. W dniu zagięcia nie miał przy sobie nic wartościowego.

– Brak zwłok też o czymś świadczy. Podejrzewamy, że zaginięcie Grzegorza ma związek z tzw. ciemną liczbą zabójstw – mówi szef krakowskiego Archiwum X.

Nowe tropy

Informacje, które w tej chwili posiadamy, pozwalają na wysunięcie hipotezy, że chłopiec nie żyje, a jego śmierć nastąpiła w wyniku przestępstwa. Przypuszczalnie zwłoki chłopca zostały ukryte w pobliżu Woli Radziszowskiej. Dlatego policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, wspomagani przez krynicką grupę ratowników GOPR z psami, wyspecjalizowanymi do wyszukiwania zwłok, przeszukują wytypowane tereny. Jak do tej pory nie natrafiono na zwłoki chłopca, niemniej jednak poszukiwania będą trwać – dodaje młodszy inspektor Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji.

Nieoczekiwanie po kilku latach od zaginięcia odnalazł się plecak Grzegorza. Czy zebrane z niego ślady pomogą rozwiązać zagadkę zaginięcia chłopca?

Słowa Matki…

Grzesiu, jeśli boisz się wrócić, to nie masz czego. Ja tu czekam. Zrobię wszystko. (…) Każdy dzień, każda noc… Tak chciałabym go przytulić, a tu zostało tylko zdjęcie. Chciałabym, żeby wreszcie wrócił, żebym mogła mu powiedzieć, jak mi go bardzo brakuje – mówi przez łzy Małgorzata Mańkiewicz, mama Grzesia.

Kilka słów od autora

Uważam, że Grzegorza nie ma już wśród żywych. Musiało stać się coś złego tego dnia, gdy wracał do domu. Rodzina dalej chce wierzyć, że żyję, ale z roku na rok jest coraz trudniej…

Życzę, aby jego rodzina w końcu poznała prawdę!

Opracowała GoSia Nieć
https://krakow.naszemiasto.pl/tag/grzegorz-mankiewicz-nie-zyje
https://dziennikpolski24.pl/archiwum-x-szuka-grzegorza/ar/1304286

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments