Dramat w Andach

Eksperci uważają, że samoloty są najbezpieczniejszym środkiem transportu. Jednak, gdy dochodzi już do katastrofy, kończy się ona śmiercią większości pasażerów…

13.10.1972 rok → samolot należący do Urugwajskich Sił Powietrznych, na którego pokładzie znajdowała się drużyna rugbystów wraz z rodziną, rozbił się w Andach. Był to trzydziesty i ostatni lot tej maszyny przez Andy

Samolot wystartował z lotniska w Montevideo-Carrasco. Zawodnicy i ich bliscy mieli dotrzeć na mecz w Santiago. Od samego początku lot zwiastował katastrofę. Początkowo samolot musiał przymusowo lądować na lotnisku w Mendozie (Argentyna) z powodu złych warunków pogodowych. Czas naglił, więc piloci zdecydowali się na okrężną, z pozoru bezpieczniejszą trasę przez Andy. Gdy samolot znajdował się nad przełęczą Paso Pehuenche, silny wiatr z zachodu spowodował, że piloci musieli zwolnić. Samolot zbyt wcześnie wykonał manewr skręcania i zbyt wcześnie obniżyli lot. Źle oszacowana wysokość poskutkowała rozbiciem samolotu o jedno ze wzniesień między wulkanem Tinguririca a Cerro Sosneado (w pobliżu granicy Chile z Argentyną). Uderzenie spowodowała oderwanie prawego skrzydła. Siła kolizji była tak duża, że powstała dziura w kadłubie. Następnie samolot uderzył w kolejne wzniesienie, tracąc lewe skrzydło. Po krótkim czasie pozbawiona skrzydeł maszyna opadła na ziemię. Samolot ześlizgnął się po zboczu i zatrzymał na terytorium Argentyny. Niesprzyjająca pogoda i błędy ludzkie doprowadziły do niewyobrażalnej katastrofy.

12 osób nie przeżyło wypadku. Kolejne 5 osób zmarło w ciągu kolejnych godzin w wyniku odniesionych obrażeń. Rozbitkowie nie mieli żadnego wyposażenia, które umożliwiłoby im przetrwanie na takiej wysokości w górach. Nie mieli leków, opatrunków, gogli śnieżnych, ciepłej odzieży. Znaleźli jedynie we wraku kilka tabliczek czekolady oraz kilka butelek wina. Rugbiści wpadli na pomysł roztapiania śniegu w celu uzyskania wody.

W Andach panowały wówczas skrajnie trudne warunki. Temperatura osiągała nawet poniżej 40 stopni poniżej zera w skali Celsjusza. Ziemia była pokryta grubą warstwą śniegu. Dookoła nie było ani zwierząt, ani żadnej roślinności.

Argentyńskie i chilijskie władze po rozbiciu samolotu rozpoczęły akcję poszukiwawczą, lecz po 10 dniach jej zaniechano. Białe szczątki samolotu były niemalże niewidoczne wśród śniegu. Rozbitkowie o zatrzymaniu akcji ratunkowej dowiedzieli się ze znalezionego we wraku samolotu radia.

Rozbitkowie zadecydowali, że aby przeżyć muszą jeść ciała zmarłych.

“Na dużych wysokościach potrzeby kaloryczne organizmu są astronomiczne… Na serio umieraliśmy z głodu – bez nadziei na znalezienie pożywienia. Wkrótce nasz głód stał się tak ogromny, że i tak szukaliśmy pożywienia. Bez przerwy przetrząsaliśmy kadłub w poszukiwaniu resztek i okruchów. Próbowaliśmy jeść paski skóry oderwane z walizek, chociaż wiedzieliśmy, że zawierają tyle chemii, że bardziej nam zaszkodzą, niż pomogą. Rozpruliśmy poduszki z foteli, mając nadzieję, że są wypchane słomą, ale była tam tylko niejadalna pianka tapicerska…”

“Miałem wrażenie, że wykorzystywałem zmarłych. Po chwili pomyślałem jednak, że sam, w razie mojej śmierci, też poświęciłbym swoje ciało, jeśli od tego zależałoby życie innej osoby.”

Ciała zmarłych były dla ocalonych jedynym źródłem niezbędnego do przeżycia białka. Jednak po latach osoby, które zjadły towarzyszy, twierdzą, że jest to dla nich traumatyczne przeżycie. Jeden z nich wyznaje, że czuł się upokorzony, kiedy brał do ręki fragment ludzkiego ciała.

“Przyszło mi wtedy do głowy, że może lepiej umrzeć. Ale w tym momencie pomyślałem sobie o swojej matce. Chciałem uczynić wszystko, aby znów ją zobaczyć. Przełknąłem kawałek. To był wielki krok.”

28.10.1972→ nad ranem samolot został przysypany przez lawinę. Spośród 27 osób, które spały we wraku, 8 zginęło na miejscu. Ocaleni przez 3 dni nie mogli opuścić kadłuba przez grubą warstwę śniegu. W końcu Nando Parrado za pomocą metalowego pręta wybił dziurę w dachu kadłuba.

12.12.1972 → Parrado, Canessa i Vizintín zdecydowali się ściągnąć pomoc. Rozpoczęli wspinaczkę w góry. Trzeciego dnia Parrado dotarł na szczyt, ale spostrzegł, że przed nimi rozpościerają się kolejne szczyty. Jeden z towarzyszy dostrzegł dolinę, która mogła być wyjściem z gór. Parrado i Canessa podjęli decyzję, że Vizintín powinien wrócić do wraku, ponieważ nie starczy zapasów żywności na ich 3. Przez kilka dni Canessa oraz Parrado szli doliną, która okazała się korytem rzeki. Zaczęli zauważać ślady ludzkiej obecności. Po 9 dniach napotkali kilka krów, a wieczorem spotkali 3 pasterzy, którzy zaprowadzili ich do Los Maitenes. Mężczyźni sprowadzili pomoc.

22.12.1972 → z Santiago wyruszyła pomoc. W skład ekspedycji ratunkowej wchodziły 2 śmigłowce. Parrado leciał jednym z nich, aby wskazać miejsce katastrofy. Śmigłowiec dotarł do ocalonych po południu. 2 śmigłowce zdołały zabrać tylko połowę ocalonych. Reszta musiała przeżyć jeszcze jedną noc we wraku. Zabrano ich dopiero nad ranem kolejnego dnia.

Ocalało 16 osób. 29 osób straciło życie.

Opracowała Karolina Koźlak

Bibliografia:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_lotu_Fuerza_A%C3%A9rea_Uruguaya_571

https://polskatimes.pl/40-lat-po-katastrofie-w-andach-przezylem-horror-musialem-jesc-ludzkie-mieso-by-przezyc/ar/703643

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments