Chciał pozbawić życia księdza

W czerwcu 2019 roku, w przedsionku kościoła na wrocławskiej Wyspie Piaskowej doszło do próby zabicia jednego z księży. O poranku 10 czerwca 56-letni bezdomny Zygmunt W. rzucił się z nożem na wrocławskiego kapłana 48-letniego Ireneusza B., gdy ten szedł odprawić mszę w tamtejszym kościele Najświętszej Marii Panny na Piasku. Ksiądz Ireneusz B. miał ogromne szczęście, dzięki szybkiej pomocy medycznej przeżył ten atak. Napastnik został zatrzymany przez przechodnia, a następnie przekazany policji. Mężczyzna zachowywał się tak, jakby się nic nie stało. Jedyne co powiedział tak sam z siebie to: „może jakiemuś dziecku uratowałem życie, jednego pedofila mniej”.

Próba zabicia księdza wchodzącego do kościoła wstrząsnęła całą Polską. Jeszcze bardziej zaskakujące były motywy napastnika. 56-letni Zygmunt W. przez lata związany był z Łodzią i jej okolicami. W młodości wstąpił do zakonu franciszkanów. W latach 1985-1992 studiował w seminarium w łódzkich Łagiewnikach, przyjął święcenia kapłańskie, ale rok później porzucił zakon. Był później widywany z ulotkami świadków Jehowy, był też przez cztery lata strażnikiem miejskim w Łodzi. Pracował tam w latach 2008-2012, potem został zwolniony, ale Straż Miejska nie ujawnia, co było przyczyną zwolnienia. Prokuraturze wyznał też, że był gońcem w łódzkim magistracie i pracował na budowie. Po odejściu z zakonu zamieszkał z kobietą, którą poznał jeszcze jako kleryk. Kilka lat temu zmarła, a on stracił cały majątek – pieniądze, dom, który wybudowali w miejscowości pod Łodzią. „Gdyby nie jej śmierć, nie szukałbym nowej definicji życia. Pojawiła się pustka, którą trzeba było czymś zapełnić” – mówił. W ten oto smutny sposób został bezdomnym we Wrocławiu, mieście, w którym dokonał ataku.

Podczas przesłuchania próbował wmówić śledczym, że to nie on zaatakował księdza nożem. Twierdził, że to inny mężczyzna, który był z nim razem w tym przedsionku. Miał to być nieznany mu z nazwiska Aleksander pochodzący z Białorusi. Po zadaniu ciosu Aleksander miał oddać mu nóż i schować się w kościele. Podczas jednego z ostatnich przesłuchań powiedział: „Bezpośrednio nie mam wiedzy o jakichś niedozwolonych czynach księdza Ireneusza. Jednak z mojego 10-letniego pobytu wśród kleru, gdzie byłem wyświęconym kapłanem, wiem, że jeśli nawet się samemu nie popełnia grzechu pedofilii, to się wie o takich grzechach, popełnianych przez innych księży”.

Mówił, że jako młody zakonnik liczył, że uda mu się kościół zreformować, ale potem stracił tę wiarę. „Uznałem, że encyklopedysta francuski z czasów rewolucji francuskiej Denis Diderot miał rację, mówiąc »człowiek nie będzie wolny, dopóki ostatniego despoty, nie powieszą na wnętrznościach ostatniego klechy«. Osobiście uważam, że takie sprawy należy załatwiać bardziej w sposób pokojowy niż eliminować fizycznie księży” – dodał.

W styczniu 2020 roku, przed sądem okręgowym we Wrocławiu ruszył proces Zygmunta W. Mężczyzna najpierw przyznał się do zadania ciosu nożem, ale odmówił składania wyjaśnień. W odczytanych zeznaniach, które składał po zatrzymaniu, swoje działanie motywował „chęcią dania nauczki księdzu za wszystkie skrzywdzone przez kler dzieci”. Oskarżony – choć wcześniej przed sądem przyznał się do zadania ciosu nożem – podtrzymał również wyjaśnienia, że księdza ranił nożem, rzekomo tajemniczy Aleksander. Oskarżony wyjaśnił, że miesiąc przed atakiem usiłował popełnić samobójstwo i był w depresji oraz fatalnym stanie psychicznym. W tym okresie jako bezdomny błąkał się w centrum Wrocławia, gdzie poznał owego Aleksandra z Białorusi. Domagał się również, by przebadać go psychiatrycznie.

W aktach sprawy znajduje się list, który jest też dowodem. Zygmunt W. chciał go zapewne wysłać do kogoś z rodziny, jednak każdy list tymczasowo aresztowanego przechodzi przez prokuratorską cenzurę. Według prokuratury są tam ważne dowody mówiące o motywacji oskarżonego. Oto fragment listu: „Od wielu miesięcy słyszę od innych często pytania Dlaczego? Najkrócej mówiąc, dla większej chwały Bożej, dla dobra innych. Przecież żaden uczciwy człowiek nie chce, aby były molestowane dzieci przez zboczeńców w sutannach. Każdy na sądzie bożym będzie musiał się czymś dobrym wykazać. Jak ocenią to ludzie obecnie żyjący, nie zmieni to zapewne oceny Boga. Mogę dziś powiedzieć, wzorując się na Jezusie, nie płaczcie nade mną, płaczcie nad swoimi proboszczami i ich resztą”.

Wyroku w tej sprawie jeszcze nie ma, oskarżonemu za usiłowanie zabójstwa grozi dożywocie. Gdy tylko zapadnie wyrok na pewno ten post zostanie zaktualizowany.

Opracował: Jan Kryński
Korekta: Aleksandra Jursza

👉Zostań naszym patronem i wspomóż nasz rozwój:
https://patronite.pl/Anatomiaz%C5%82a

Wszystkim darczyńcom serdecznie dziękujemy – jesteście częścią nas!!🤝

Źródła:
https://nowiny24.pl/wroclaw-byly-ksiadz-chcial-zabic-ksiedza-dlaczego-to-zrobil/ar/c1-14639303

https://gazetawroclawska.pl/byly-ksiadz-chcial-zabic-ksiedza-jednego-pedofila-mniej/ar/c1-14703195

https://dzienniklodzki.pl/byly-lodzki-kaplan-i-straznik-miejski-chcial-zabic-ksiedza-mowil-ze-zainspirowal-go-film-tylko-nie-mow-nikomu-grozi-mu-dozywocie/ar/c1-14649355

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2020-01-08/ruszyl-proces-mezczyzny-ktory-usilowal-zabic-ksiedza-nauczka-za-skrzywdzone-przez-kler-dzieci/

https://niezalezna.pl/305138-ruszyl-proces-o-usilowanie-morderstwa-ksiedza-oskarzony-znow-zmienia-zeznania

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Mordestwo
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments