Matka szukała syna…

Nikt matce nie powiedział, że jej syn nie żyje… przez dwanaście lat!

„Siemka mama, oceny mam dobre, a matematyk chce mnie wziąć na konkurs. Moje życie duchowe uległo zmianie. Zmienia się moja hierarchia wartości. Ksiądz chciał mnie wziąć na ministranta. W internacie też sobie radzę. Ale dobra, nie będę dużo pisał, przyjadę, to pogadamy. Na razie. Sebek” – to ostatni list, jaki Pani Krystyna otrzymała od syna.

Po Sebastianie zostały mi trzy rzeczy: ten list, jego zdjęcie i głęboka, krwawiąca rana w sercu – szepcze łamiącym się głosem mama chłopca – Pani Krystyna.

Sebastian Jurek miał 16 lat i był bardzo inteligentny. Rodzina wspomina go jako: „wesołego, uśmiechniętego, wrażliwego psotnika”. Miał bogate życie wewnętrzne i może przez to nie radził sobie w szkole. W końcu trafił do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego im. Ks. Karola Wojtyły we Mszanie Dolnej. Nastolatek tylko raz przyjechał do swojej mamy na przepustkę i skarżył się na to, że jest tam źle traktowany. Uciekł stamtąd 26 września 2004 roku wraz z dwoma kolegami.

– Nasza procedura jest taka, że w przypadku ucieczki wychowanka wychowawca pełniący dyżur od razu zgłasza ten fakt policji. Oficjalne pismo jest kierowane w następny dzień roboczy po ucieczce. Pamiętam, że rozmawiałyśmy z Panią Krystyną. Pamiętam jej niepokój i ponaglanie dyrektora „róbcie coś jeszcze”. Sprawdzałam, miesiąc później poszło kolejne zgłoszenie w sprawie tej ucieczki – mówiła Małgorzata Wróbel, dyrektor ośrodka w Mszanie.

Po pewnym czasie odnaleziono i doprowadzono do ośrodka uciekinierów, ale Sebastiana z nimi nie było. Rozpłynął się – tak jakby nagle przestał istnieć…

Na każdy dźwięk telefonu czy pukania do drzwi, zrywałam się z nadzieją, że to on. Co roku na święta robiłam te same potrawy, które lubił i czekałam na niego, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku… – mówiła Pani Krystyna.

Przez długi czas jego rodzina, a w szczególności matka bezskutecznie go szukała. Nie miała o nim nawet strzępka informacji. Jednak starała się nie poddawać. Prowadziła poszukiwania na własną rękę. Wierzyła, że syn żyje i któregoś dnia cały i zdrowy wróci do domu. Stanie w drzwiach i powie: „Siemka Mama. Wróciłem!”.

Cały czas żyli nadzieją. Podejrzewała, że wyjechał za granice Polski lub znajduje się pod wpływem sekty, która nie pozwala mu na kontakt z krewnymi. Szukała i apelowała do niego o powrót m.in. w telewizji, prasie i internecie. Ostatni raz w 2015 roku na łamach regionalnej prasy. W 2008 roku Pani Krystyna zgłosiła się jako wolontariuszka do pracy z osobami bezdomnymi.

W każdym z tych bezdomnych widziałam mojego Sebusia i łudziłam się, że tak jak ja się nad nimi pochylam, tak może ktoś pochyli się nad nim i pomoże mu, jeśli tej pomocy potrzebuje – mówiła kobieta.

14 czerwca 2016 roku. Nagle zadzwonił dzwonek, a Pani Krystyna jak zawsze pełna nadziej pobiegła do drzwi. Serce zabiło jej szybciej, gdy na progu ujrzała policjantów z kieleckiego komisariatu.

– Mamy dla pani dobrą i złą wiadomość. Od której zacząć?
– Od dobrej.
– Znaleźliśmy pani syna.
– Boże… Nareszcie… A ta zła? – pyta Pani Krystyna.
– Bardzo nam przykro, ale niestety… nie żyje.

Sebastiana znaleziono 27 października 2004 roku, a więc dzień po ucieczce z ośrodka. Zwłoki znajdowały na przejedzie przy torach kolejowych w okolicach stacji kolejowej Kraków-Batowice. W 2004 roku nie został on zidentyfikowany, więc został pochowany jako mężczyzna NN .

Nie wiem, co było gorsze, czy oczekiwanie w niepewności, czy życie z tą świadomością, że go już nigdy nie przytulę – dodaje Pani Krystyna.

Tak naprawdę okoliczności śmierci nastolatka zaczęły być wyjaśniane dopiero kiedy ustalono tożsamość… W momencie odnalezienia ciała nie stwierdzono, by do zgonu Sebastiana mógł się ktoś przyczynić, więc śledztwo zostało umorzone. Nie sprawdzono, co się wtedy stało, czy wpadł pod pociąg, czy ktoś go wepchnął… Policja podała jednak dwie przyczyny śmierci: pierwsza, że to była próba samobójcza, druga – nieszczęśliwy wypadek. Sprawę szybko umorzono.

Nigdy nie uwierzę, że syn odebrał sobie życie – mówiła matka.

Kobieta jest przekonana, że jej syna zabito, a ciało podrzucono na torach. Uważa, że pociąg miał tylko zatrzeć ślady. Pani Krystyn nie wierzy w nieszczęśliwy wypadek.

Dlaczego ktoś mi to zrobił? Za co odebrano życie mojemu synowi, a mnie skazano na tyle lat cierpienia? – płacze matka.

Przy leżących zwłokach policja znalazła list od matki (ze zwrotnym adresem), a w nim numer telefonu do Artura, brata Sebastiana oraz jego kolegi Daniela, a także imię, nazwisko i numer komórki wychowawczyni z ośrodka w Mszanie Dolnej – Małgorzaty Wróbel. Wystarczyło tylko zadzwonić…

– Z Sebastianem miałam kontakt jako wychowawczyni w ośrodku, często rozmawialiśmy i do dziś, mimo upływu lat, wspominam te rozmowy, które częściowo pamiętam. Gdyby wtedy ktoś wykręcił numer telefonu… Mój numer komórki jest niezmienny, dlatego że chłopcy, niezależnie od tego jak ich życie się potoczy, jeżeli tylko są w potrzebie, mogą do mnie zadzwonić – mówiła Małgorzata Wróbel, dyrektor ośrodka w Mszanie.

Okazuje się, że maszynista pociągu, pod którym znaleziono zwłoki nastolatka, nie został nawet przesłuchany. Również dwaj inni podopieczni ośrodka którzy uciekli z nastolatkiem, nie zostali rozpytani przez policję. Wiadomo, a czas działa na korzyść pamięci ludzkiej.

– Pamiętam Sebastiana do dziś, mimo upływu lat. To był chłopak o bogatym wnętrzu. Gdyby wtedy ktoś wykręcił numer telefonu. Policja umorzyła postępowanie, bo nie stwierdzono, by zgon nastąpił przy działaniu osób trzecich – podkreśla Małgorzata Wróbel, dyrektor ośrodka w Mszanie.

Przez dwanaście lat Sebastian spoczywał na cmentarzu komunalnym Kraków – Batowice. Na tablicy widniała tylko informacja: NN – bez ustalenia tożsamości. I numer A7D-4-11.

Kiedy się dowiedziałam, gdzie jest pochowany mój syn, mogłam tam w końcu pojechać, jednak nie miałam odwagi. Dopiero jak zobaczyłam w telewizji zdjęcie tego grobu, to wypłakałam resztę łez. Może to było mi potrzebne. Teraz mam siłę, żeby stanąć nad jego mogiłą. Od dwunastu lat jestem w żałobie. Nikt nie widział mnie ubranej inaczej niż w czerń… – mówi matka.

Pani Krystyna nie odpuszcza. Przez te wszystkie lata walczyła o odnalezienie syna, a teraz walczy o sprawiedliwość dla niego…

Obiecuję, że póki żyję, nie odpuszczę. Mam ogromny żal do tych, co zabili mi syna i nie spocznę, dopóki tego nie wyjaśnię. Teraz to jest cel mojego życia – dodaje.

Opracowała: GoSia Nieć

https://plus.gazetakrakowska.pl/szukala-syna-przez-12-lat-sebastian-lezal-w-grobie-jako-osoba-nieznana/ar/11891742
https://de-de.facebook.com/notes/pa%C5%84stwo-w-pa%C5%84stwie/nikt-jej-nie-powiedzia%C5%82-%C5%BCe-jej-syn-nie-%C5%BCyje-od-dwunastu-lat/1385755518162246/?comment_id=1386047684799696&comment_tracking=%7B%22tn%22%3A%22R1%22%7D
https://limanowa.in/aktualnosci/12-lat-ludzila-sie-ze-syn-wroci-cialo-16-latka-znaleziono-dzien-po-ucieczce-z-osrodka/35837?fbclid=IwAR0SHlI8u4Q5umwztyg7I1_ToJLsxV5Le-YpXWvGOBiau0HQE8Le98NKJm8
https://rabka.naszemiasto.pl/w-mszanie-dolnej-zaginal-sebastian-jurek/ar/c2-1122257

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Mordestwo
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments