Zabił swoją chorą żonę z miłości…

„Ja, biorę sobie ciebie za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.”

Te słowa kiedyś odbijały się echem w murach kościołów, jednak czas je osłabił i zatarł. Przybrały absurdalny wydźwięk. Czy można zabić swoją ciężko schorowaną żonę z litości- inaczej pojętej miłości?

„-Krzyczała w nocy, nie chciała jeść, przyjmować leków. Po Janie było widać, że coraz bardziej jest tym wszystkim załamany”– mówiła osoba z bliskiego otoczenia mężczyzny.

W małym domku schowanym w gęstych zaroślach, położonym na samym końcu jednej z podkarpackich wsi, mieszkało małżeństwo, Jan (66 lat) i Wanda (67 lat). Sakramentalne „Tak” powiedzieli sobie 40 lat wcześniej. Przez większość czasu byli zgodnym, wręcz wzorowym małżeństwem. Doczekali się potomstwa i wnuków. Tę piękną relację zniszczyła straszna choroba. Jan przeszedł wylew, miał niedowład połowy ciała, jednak jeszcze z tym mężczyzna zdawał sobie nader dobrze radzić. Sprawa miała się dużo gorzej z jego ukochaną, Wandą. Zmagała się z zaawansowanym stadium choroby Parkinsona. Już nie była tą samą osobą. Nawet sąsiedzi i krewni przyznali, że choroba poważnie odbiła się na jej psychice…

„-Krzyczała w nocy, nie chciała jeść ani przyjmować leków. Po Janie było widać, że był coraz bardziej tym wszystkim zmęczony i załamany”-mówił znajomy małżeństwa.

Jan już sam nie dawał sobie z tym rady. Powtarzał, że nie wie jak długo będzie jeszcze wstanie tak żyć. Czasem śmierć wydawała mu się prawdziwym wybawieniem i jedyną sensowną opcją. Kiedyś kochał Wandę nad życie, a teraz walczy o każdy dzień, by mogła egzystować dalej. Zaraz obok, w innej części domu, mieszkał ich syn z rodziną, ale ojciec nie miał w nim zbyt dużego oparcia. Syn pomagał rodzicom w codziennym życiu, nie zawsze jednak był do ich dyspozycji ze względu na pracę. W czasach pogoni za pieniądzem i wyścigu szczurów nie wszyscy mają czas by myśleć o starych rodzicach. Opieka nad chorą Wandą w większości spadała na również schorowanego Jana…

„-To spokojni, poczciwi ludzie. Wychowali czworo dzieci. Jeszcze w piątek był u nich ksiądz z komunią…”– opowiadali zszokowani sąsiedzi.

3 lipca 2017 roku na komisariat policji w Jaśle, w godzinach porannych, zadzwonił syn pary. Poinformował, że znalazł swojego ojca w strasznym stanie psychicznym i z ranami kłutymi klatki piersiowej. Zanim policja dojechała na miejsce zdarzenia, syn dokonał strasznego odkrycia. Znalazł swoją matkę, nie dającą żadnych oznak życia.

„-Cały czas pocieszałem mamę, mówiłem, że w końcu będzie dobrze. Robiłem wszystko aby im pomóc” – mówi mężczyzna.

Jeszcze poprzedniego dnia widział się z rodzicami. Wszystko wydawało się być w porządku. W nocy nie zauważył ani nie usłyszał niczego, co mogłoby świadczyć o dziejącej się tragedii. Rano wszedł do pokoju rodziców, ponieważ został wezwany przez ojca dzięki specjalnemu dzwonkowi, który był zamontowany w ich pokoju. Miał właśnie służyć komunikacji między nimi w nagłej potrzebie. Gdy syn dotarł na miejsce, usłyszał od ojca, że źle się czuje i żeby dzwonił po pogotowie. Po chwili Jan wskazał na martwą małżonkę. Początkowo syn był przekonany, że śmierć matki nastąpiła z przyczyn naturalnych. Jeszcze wtedy nie zauważył na jej ciele żadnych obrażeń. Prawdopodobnie myślał, że Jan, gdy zobaczył swoją ukochaną martwą, sam próbował odebrać sobie życie.

„-To był jeden cios nożem, zadany prosto w serce”– mówi Grażyna Krzyżanowska, zastępca prokuratora rejonowego w Jaśle.

Lekarz, który przyjechał na miejsce zdarzenia stwierdził, iż zgon nastąpił kilka godzin wcześniej, jeszcze w nocy. Wkrótce Jan został przewieziony do szpitala, a później aresztowany.

„-Mężczyzna twierdzi, że nie wytrzymywał nerwowo z ciężko chorą żoną, która wymagała całodobowej opieki. Kobieta była uciążliwa, nie pozwalała mu spać w nocy, dlatego postanowił, że pchnie ją nożem. Chciał również popełnić samobójstwo przy użyciu podobnego narzędzia. Jan C. jest częściowo sparaliżowany, ma niedowład prawej części ciała, ponadto ma problemy z poruszaniem się. Posługuje się lewą ręką, dlatego udało mu się żonę pchnąć nożem, a siebie z braku sił już nie dał rady pozbawić życia”- wyjaśnia Kazimierz Łaba, szef jasielskiej prokuratury.

Sekcja zwłok Wandy wykazała, że kobieta wykrwawiła się wskutek pchnięcia nożem. W czasie trwania śledztwa funkcjonariusze podkreślili, że Jan nie był pod wpływem alkoholu ani żadnych środków odurzających, mogących mieć wpływ na jego zachowanie. Wanda nie spała w momencie, w którym został jej zadany cios nożem prosto w serce.

Zanim doszło do przerażających wydarzeń, małżonkowie ze sobą rozmawiali. Wanda dopominała się w nocy o jedzenie i nie dawała Janowi odpocząć. W końcu nie dał już rady, to było ponad jego siły. Był wykończony psychicznie i fizycznie, zagubiony jak dziecko we mgle.

„-Nie wytrzymałem. Nie mogłem inaczej postąpić…” – mówi, płacząc przed sądem Jan.

Sąd w Krośnie, wydając wyrok, zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary. Biegli stwierdzili bowiem, że oskarżony nie do końca mógł pokierować swoim postępowaniem. Jan został skazany na 6 lat więzienia.
Kiedyś bardzo się kochali, rozdzieliła ich śmierć.

Czy to była miłość czy litość? Litował się nad sobą czy nad nią?

„I cię nie opuszczę aż do śmierci”…

Opracowała GoSia Nieć

https://nowiny24.pl/rodzinny-dramat-w-trzcinicy-kolo-jasla-maz-zabil-zone/ar/12235508
https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/rzeszow/jaslo-zabil-chora-zone-z-litosci/4h1b3fc
https://www.jaslo4u.pl/jan-c-przyznal-sie-do-zabojstwa-zony-newsy-jaslo-21970

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Mordestwo
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments