Bestia za kratami!!

„Byłem spokojny, rozluźniony. Nie żałowałem, że ją zabiłem. Wychodząc od niej miałem zakrwawione ręce, bo najpierw wkładałem jej palce, później członka”

Tak relacjonował policjantom zatrzymany Mariusz Słowiński, który dopuścił się potwornych zbrodni…

Jaka kara może czekać bezwzględnego seryjnego mordercę, który na swoim sumieniu ma śmierć czterech kobiet. Sąd w tym przypadku stanął na wysokości zadania i w 2003 roku skazał go na karę dożywocia z możliwością warunkowego wyjścia po odsiedzeniu 50 lat. Sprawa Mariusza Sowińskiego jest bardzo ciekawa także z innego względu ale o tym już w dalszej części artykułu…

Mariusz Sowiński urodził się 26 marca 1976 roku w Jarosławcu w województwie lubelskim. Patrząc na jego zdjęcie wygląda na zwykłego chłopaka, lecz niestety to tylko pozory. Pierwszej zbrodni dokonał mając zaledwie 18-lat. Sąsiedzi ze wsi w której mieszkał nie mogli uwierzyć, że ten chłopak dokonał tak straszliwych zbrodni. Mordował raz na rok, głównie starsze kobiety i zwierzęta.

Pierwszą ofiarę dopadł 9 października 1994 roku mając niespełna 18 lat. Po zakończonej zmianie, wspólnie z kolegami wypili parę głębszych. Wracając w nocy do domu, przechodził obok posesji Zofii K. którą znał z dzieciństwa. W jej mieszkaniu odbywały się lekcje religii, na które uczęszczał będąc uczniem podstawówki. Zazwyczaj, gdy był pod wpływem alkoholu, odczuwał silne pobudzenie seksualne. Tak było i tym razem, postanowił więc zaspokoić swoje chore żądze. Zapukał do domu samotnie mieszkającej kobiety, która doskonale go znała. Gdy tylko otworzyła drzwi by zapytać co go sprowadza o tak późnej porze, została zaatakowana. Była bardzo drobna i niziutka. Nie miała najmniejszych szans w starciu z rosłym facetem. Złapał ją za szyję i zaczął dusić aż straciła przytomność. Potem nieprzytomną zawlókł do pokoju, cały czas ściskając za szyję. Następnie rozebrał do naga i brutalnie zgwałcił na wersalce. Gdy już było po wszystkim, dla zatarcia śladów zbrodni, wrzucił ciało do studni.

Następną zbrodnię popełnił 26 listopada 1995 roku. To właśnie wtedy, wracając z suto zakrapianej imprezy dostrzegł światło w oknie domu w którym mieszkała 80-letnia kobieta. Doskonale wiedział, że jest tam sama, a żądza seksu była na tyle wielka że postanowił zaatakować. Zapukał w okno, a gdy samotna kobieta zapytała: Kto tam? Nie odpowiedział. Wystraszona i przeczuwająca najgorsze staruszka szybko weszła na strych i przez okno zaczęła wzywać pomocy, lecz nic to nie dało. Zboczeniec błyskawicznie wyważył futrynę okna i wszedł do środka, a gdy dopadł staruszkę i zaczął ją dusić. Gdy upadła, kolanami uciskał jej klatkę piersiową łamiąc żebra. Nieprzytomną rozebrał z bielizny i zgwałcił. Następnie znalezionymi zapałkami podpalił słomę i trociny leżące na strychu. Kobieta ostatkiem sił zdołała zejść na parter. Pożar zauważyli sąsiedzi. Wynieśli staruszkę z płonącego domu, wezwali karetkę i straż pożarną.

Kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Po 5 dniach zmarła. Przyczyną śmierci było zapalenie płuc, do którego doszło na skutek złamań żeber. Badający ją jeszcze za życia lekarz stwierdził, że była zgwałcona. Kobieta jednak najwidoczniej wstydziła się o tym mówić. Policjanci, ze względu na zły stan zdrowia, nie zdążyli jej przesłuchać.

5 sierpnia 1996 roku, zaatakował ponownie, tym razem jego ofiarą została Wiesława Ł., 36 – letnia matka dwóch dorastających chłopców. Kobieta udała się na działki pracownicze mieszczące się niedaleko Hrubieszowa by nazbierać warzyw. Drogą która mieściła się niedaleko tych działek przejeźdzał rowerem Sowiński. Na prośbę ojczyma pojechał zapłacić za dzierżawę łąki. Po uregulowaniu należności, w drodze powrotnej do domu zachciało mu się pić, postanowił więc zajechać na działki.

– Pojadłem trochę agrestu. Wtedy zobaczyłem pracującą w ogrodzie młodą kobietę. Zachciało mi się z nią kochać. Skryłem się więc za krzakami i obserwowałem co robi. Gdy zaczął padać deszcz, schowała się pod domek – relacjonował podczas wizji lokalnej.
Przyczaił się więc na niczego nieświadomą kobietę, a gdy uznał, że ten czas nadszedł, wyskoczył zza krzaków, zarzucił swojej ofierze drut na szyję i zaczął dusić. Kobieta broniła się jak mogła, jednak nie miała najmniejszych szans w tym starciu. Straciła przytomność, wtedy przerzucił ją przez ramię i zaniósł na sąsiednią działkę. Tam rzucił na ziemię, rozebrał do naga i dwukrotnie zgwałcił. Kobieta dalej żyła więc wyciągnął scyzoryk, którym zadał jej śmiertelny cios prosto w serce. Potem położył jej głowę i szyję na druty, aby – jak zeznał – szybciej umarła. Na koniec zabrał jej zegarek kwarcowy i jak gdyby nigdy nic wrócił do domu.

Czułem samozadowolenie – wspominał – Słyszałem potem, jak ludzie mówili o tym zabójstwie.
Policja musiała kogoś zatrzymać i zatrzymała, a ludzie odetchnęli z ulgą, cieszyli się z sukcesu mundurowych.

Śledczym pozostało tylko dowieść, iż za kratkami siedzi prawdziwy morderca.

Nieżyjący już Kazimierz P. został nawet oskarżony o zabójstwo Zofii K. W trakcie śledztwa przyznał się do zbrodni i przesiedział w areszcie 19 miesięcy; nie był jednak w stanie podać żadnych szczegółów dotyczących zabójstwa, ostatecznie został przez sąd uniewinniony. Z kolei 56–letni Kazimierz U., cichy, nie wadzący nikomu rencista z Hrubieszowa podejrzany o mord na Wiesławie Ł. (miał działkę na terenie w którym zgineła kobieta), od początku zaprzeczał, jakoby miał z tą zbrodnią coś wspólnego. Obciążały go jedynie badania osmologiczne (trzy psy tropiące użyte do eksperymentu potwierdziły, że na odzieży denatki oraz kwiatach leżących na jej rowerze znajduje się indywidualny zapach Kazimierza U.).

Mężczyzna został zatrzymany 15 dni po morderstwie kobiety. Choć badania DNA treści z pochwy denatki, jednoznacznie wykluczyły, aby plemniki pochodziły od niego, nie skutkowało to rychłym wypuszczeniem go z aresztu. „To dowód wyłącznie tego, iż to nie on odbył z pokrzywdzoną stosunek zakończony wytryskiem nasienia. Nie wyklucza to odbycia przez niego stosunku poza drogami rodnymi lub bez wytrysku nasienia” – argumentowano w trakcie śledztwa. Ale nie tylko badania genetyczne wykluczyły udział rencisty w morderstwie. Zabezpieczone przy zwłokach na miejscu zbrodni włosy, czy ślad spodu obuwia nie pochodziły od podejrzanego, co powinno być wystarczającym dowodem na niewinność.

Kazimierz U. stał się kozłem ofiarnym, na którego śledczy tylko czekali. Zaczęły jednak pojawiać się niewygodne pytania, czy w toku śledztwa przypadkiem nie tworzono fałszywych dowodów (ślady zapachowe). Prokuratura Wojewódzka w Zamościu (nadrzędna nad hrubieszowską) wszczęła w tym kierunku postępowanie, które zostało umorzone wobec niestwierdzenia przestępstwa.

Niewinnie oskarżony i nadal przetrzymywany Kazimierz U. zaczął wątpić, że zostanie uwolniony od tak potwornych zarzutów. Najlepiej świadczą o tym słowa jakie skierował do sądu: „Trzyma się mnie w myśl zasady, dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf. Dziwi mnie podejście organów ścigania do tej sprawy. Morderca i gwałciciel chodzi sobie po wolności, a niewinnego człowieka trzyma się w areszcie. Jeśli tak ma wyglądać sprawiedliwość i praworządność w państwie prawa, to ja rzeczywiście, albo nadaję się do domu wariatów, albo do więzienia”.
Rencista wyszedł z aresztu dopiero po pół roku. A po roku oczyszczono go z zarzutów. Wyjechał z Hrubieszowa, gdyż ludzie nie dali mu żyć, wytykali go palcami, coś szeptali. Długie miesiące spędzone w areszcie i to pod zarzutem dokonania tak makabrycznej zbrodni, odcisnęły piętno na jego psychice. Podupadł na zdrowiu i kilka lat później zmarł.

Mariusz Sowiński, w czasie gdy nie mordował kobiet, wyżywał się na zwierzętach. Głównie krowach i kurach. Kurom ukręcał łby, a dopiero potem gwałcił. Podobnie robił z krowami. Najpierw dusił, a potem na truchle zaspokajał swoje chore żądze. Zrobił jednak wyjątek, o czym sam mówił śledczym…

U nas w domu była taka spokojna krowa, odbywałem z nią stosunki za każdym razem, jak byłem na przepustce – opowiadał bez skrępowania policjantom.

Pewnego razu, gdy wracał do jednostki wojskowej z przepustki, nie mogąc doczekać się na autobus, postanowił kawałek drogi przejść pieszo. Na okolicznych łąkach rolnicy wypasali krowy, gdzie upatrzył sobie jedną dorodną krasulę. Wychowany na wsi doskonale wiedział, jak podejść do krowy, by go nie ubodła. Wyciągnął łańcuch z ziemi i zaprowadził krówkę w ustronne miejsce. Tam zarzucił łańcuch na gałąź i ciągnął aż truchło bezwładnie opadło na ziemię. Podniecony samym duszeniem, przystąpił do dzieła…

Na trop Sowińskiego policja wpadła dopiero na początku września 1997 roku, gdy zaatakował po raz czwarty. 31 sierpnia w Stefankowicach były dożynki a potem zabawa. Mariusz (miał wtedy 21 lat) przyjechał wówczas do domu na przepustkę. Podczas imprezy Mariusz wypił sporo wina i około godziny 2 poszedł do domu. Ale od razu tam nie dotarł. Tradycyjnie, po alkoholu zachciało mu się seksu, postanowił więc zajść do znanej mu kobiety Genowefy S. (67 l.), schorowanej i niewidomej. Wiedział, że mieszka samotnie. Później zeznał, że zgwałcił ją po raz pierwszy gdy miał 18 lat; prokuratura prowadziła śledztwo, które z uwagi na niewykrycie sprawcy zostało umorzone. Tym razem włamał się przez okno. Kobietę obudził hałas, zdezorientowana siadła na łóżku i nasłuchiwała. Mariusz wiedział, że go nie widzi, spokojnie odłączył przewód elektryczny od radia, zarzucił jej na szyję i dusił. Ale już nie wystarczało mu duszenie, by się podniecić. Spirala przemocy nakręcała się. Bił ją pięścią po twarzy, łamał żebra…

Gdy już nie krzyczała i leżała nieprzytomna na podłodze, rozebrałem ją do naga i dwa razy się z nią kochałem. Od przodu i od tyłu. Przed stosunkiem uderzyłem ją pięć razy w twarz. Nie wiem czy żyła, nie było słychać czy oddycha – opowiadał policjantom prowadzącym sprawę.

Potem wrócił na zabawę a rano, bladym świtem wstał i wyjechał do jednostki do Sanoka. Zanim stawił się w wojsku, w Stefankowicach już wrzało. Cała wioska mówiła tylko o jednym, o brutalnym morderstwie i gwałcie.
Policjanci przesłuchali niemal wszystkich uczestników potańcówki, w tym kolegów Sowińskiego, dzięki czemu wpadli na jego trop. Już 4 września morderca został zatrzymany. Z Sanoka przewieziono go do Zamościa, gdzie postawiono mu zarzut morderstwa i gwałtu Genowefy S.

Wtedy, ku zaskoczeniu przesłuchujących go mundurowych, przyznał się do morderstwa staruszki, ale również do innych zbrodni, których się dopuścił. Zaczął od tej ostatniej. Ze szczegółami opowiedział o tym, jak gwałcił i mordował. Gdy policjanci pytali go, co zwróciło jego uwagę w mieszkaniach ofiar, wskazywał, to na placki ziemniaczane leżące na stole, to na radio stojące na parapecie. Policjanci wiedzieli, że nie konfabuluje. Opowiadając o swoich zbrodniach, miał minę bezbronnego dziecka, które tylko bawiło się, nie wiedząc, że to jest złe. Zeznania potwierdził w trakcie wizji lokalnej, która została przeprowadzona 7 września 1997 roku. Bez jakiegokolwiek skrępowania i emocji pokazywał, którędy wchodził do domu ofiar, jak je rozbierał, dusił, mordował.

Po zatrzymaniu Sowiński był badany przez cały sztab psychiatrów, psychologów, w tym gwiazdę polskiej seksuologii prof. Zbigniewa Lwa Starowicza. Poddano go psychologicznej wiwisekcji – przez kilka miesięcy obserwowano w oddziale Psychiatrii Sądowej AM w Lublinie. Chętnie współpracował, opowiadał o swojej rodzinie, przyrodnim rodzeństwie (17 –letnim bracie i 8 –letniej siostrze), edukacji (po szkole podstawowej nie chciał się dalej uczyć, pomagał rodzicom w gospodarstwie). Gdy miał 10 lat powiesił się jego o rok młodszy brat. Jak wspomina: „ Bawił się z innymi dziećmi w janosików. Ja byłem wtedy u sąsiadów. Brat pobiegł w krzaki się wysikać i już nie wrócił. Znalazłem go w krzakach, miał pod brodą sznurek do suszenia bielizny. Od tamtej pory wszystko się we mnie zamknęło”

Przyznał lekarzom, którzy go badali, że już od 15 roku życia miał kontakty seksualne z kurami. Nie zabijał ich, ale one same zdychały, później dobrodusznie postanowił zaraz po stosunku ukręcać im głowy. Żeby się nie męczyły. Z czasem zauważył, że ukręcanie głowy jest równie przyjemne jak sam stosunek. Od tamtej pory, najpierw zabijał, a potem gwałcił. Potem spróbował jak to jest z krową i z klaczą. Żeby nie wierzgały, przywiązywał je do belki. Z czasem zauważył, że duszenie krowy wzmaga u niego podniecenie.
W swojej opinii biegli pisali: „Dominującym zachowaniem seksualnym podejrzanego stał się sadyzm. Zadawanie cierpień ofiarom (kobietom lub zwierzętom) ulegało stopniowej transformacji i ostatecznie stało się nie mniej ważne, a w istocie ważniejsze od samego współżycia. Duszenie kobiet i zwierząt było początkowo dokonywane głównie w celu obezwładnienia ofiar. Jednak z czasem na skutek wyuczenia, zachowania agresywne stały się elementem koniecznym praktyk seksualnych (bodźcem seksualnym)”.

Według seksuologów, dewiacja seksualna określana jako sadyzm polimorficzny z zoofilią i nekrosadyzmem (ofiara martwa lub nieprzytomna jako warunek odbycia aktu płciowego), nie jest schorzeniem psychicznym, tylko zaburzeniem preferencji seksualnej (parafilią). Wszyscy powołani przez sąd biegli uznali, iż Mariusz Sowiński nie jest osobą chorą psychicznie, ani upośledzoną umysłowo. Obalono też iż mógł być niepoczytalny w momencie popełniania zbrodni.

Prokuratura oskarżała go o poczwórne zabójstwo i gwałty ze szczególnym okrucieństwem oraz akty zoofilii. Proces ruszył jesienią i od samego początku towarzyszyły mu ogromne emocje. Po pierwszej rozprawie ojciec zamordowanej Wiesławy Ł. zaatakował zwyrodnialca przemyconą do sądu siekierą, raniąc go w plecy. Sowiński trafił do szpitala, a napastnik został osadzony w areszcie. Jednak dzięki wstawiennictwu ówczesnego wojewody zamojskiego i protestach jego sąsiadów, został zwolniony. Prokuratura żądała kary dożywotniego pozbawienia wolności, a obrońca Sowińskiego wnioskował o umieszczenie oskarżonego w zakładzie psychiatrycznym. W czerwcu 2000 roku Sąd Okręgowy w Zamościu skazał go na najwyższą karę – dożywocie. Po apelacji sąd II instancji utrzymał wyrok w mocy. Obrońca wniósł kasację i sprawa wróciła do SA w Lublinie. A ten w 2003 roku utrzymał zaskarżony wyrok w mocy.

Sowiński trafił do Zakładu Karnego w Rzeszowie. Ze względu na znaczny stopień demoralizacji i nieprzewidywalność zachowań, jest izolowany od współosadzonych i siedzi w celi pojedynczej. Nie grypsuje, ukończył kurs czeladnika w zawodzie koszykarz – plecionkarz, w celi ma telewizor, ogląda programy informacyjne i filmy sensacyjne. Aktywnie uczestniczy w formach duszpasterskich, objęty jest równierz terapią dla sprawców przestępstw seksualnych. Zza krat domagał się licznych odszkodowań, ww tym od Radia Lublin, które nazwało go wampirem. Starał się także o skrócenie wyroku lecz na szczęście bezskutecznie…

Opracował: Jan Kryński

Źródła:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Mariusz_Sowi%C5%84ski

https://www.prawo.pl/prawnicy-sady/zabojca-i-gwalciciel-nie-nazywajcie-mnie-wampirem,30946.html

https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/wampir-ze-stefankowic

https://kurierlubelski.pl/zbrodnie-sprzed-lat-dozywocie-dla-wampira-ze-stefankowic/ar/3308684

Gwałcił i mordował staruszki oraz zwięrzeta

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments