Kara Śmierci – Egzekutorzy AK

„W imieniu Polski Podziemnej skazuję cię na śmierć za zdradę Ojczyzny”

Lata 1939 – 1945, były dla Polski bardzo ciężkie, przez wzgląd na okupację Niemiecką oraz Radziecką. Polskie Państwo Podziemne, które podległe było Rządowi RP na uchodźstwie funkcjonowało bardzo sprawnie. Na tyle sprawnie, że wiosną 1940 roku na terenach okupowanych przez Niemców i Sowietów istniał cały system wywiadowczy, sądowniczy i egzekucyjny.

Kim byli egzekutorzy Armii Krajowej? Najczęściej byli to ochotnicy, którzy w ten sposób mścili się za śmierć najbliższych z rąk okupanta. W tym artykule postaram się przybliżyć jak funkcjonowało całe postępowanie począwszy od osądzania osób winnych zdrady i kolaboracji po samą egzekucję.

Po przegranej „Kampanii Wrześniowej” na terenach okupowanych przez Niemców i Sowietów, zaczęło funkcjonować Polskie Państwo Podziemne, które składało się z licznych struktur i jednostek. Już wtedy wiedziano, że aby konspiracja mogła funkcjonować potrzebny będzie cały aparat sądowniczy i egzekucyjny. Nie było to lada wyzwaniem, gdyż okupant zdążył się już zadomowić na naszych terenach, a co za tym idzie stworzył własne struktury policyjne, których zadaniem była walka z Polskim Państwem Podziemnym.

Sądy Kapturowe i Wojskowe Sądy Specjalne

W pierwszej kolejności utworzony został system Sądów Kapturowych, których istnienie statuowała uchwała Komitetu Ministrów dla Spraw Kraju z 16 kwietnia 1940 roku. Podstawy przepisów w zakresie prawa karnego i spraw wojskowych stanowiły akty prawne uchwalone w okresie II RP. Do zatwierdzonego w maju 1940 roku „Statutu Sądów Kapturowych” zostały dodane „Przepisy materialne”, w ramach których rozszerzono zakres karalności określony w przedwojennym kodeksie karnym i kodeksie karnym wojskowym. Wśród nowych rodzajów przestępstw znalazły się m.in. nieludzkie prześladowanie i krzywdzenie ludności polskiej, denuncjacja, zdrada ojczyzny czy szpiegostwo. Z czasem jednak Sądy Kapturowe zostały zastąpione Wojskowymi Sądami Specjalnymi. Zabieg ten miał charakter raczej kosmetyczny gdyż nazwa Sądy Kapturowe była źle odbierana przez ogół społeczeństwa i podważała autorytet wymiaru sprawiedliwości. Jaki był więc skład sędziowski podczas takich procesów? Obok prokuratora i sędziego śledczego obecny był Sąd Wyrokujący z przewodniczącym i dwoma stałymi sędziami. Dodatkowo każdorazowo mianowano obrońcę. Przewodniczącym z mocy prawa był odpowiedni terenowo komendant ZWZ, który obsadzał miejsca pozostałych członków Sądu. Warto zwrócić uwagę, iż niezwykle silna pozycja komendanta ZWZ podkreślała zależność aparatu sądowniczego od struktur wojskowych organizacji. Zgodnie z punktem szóstym Statutu Sądów Kapturowych wszyscy obecni musieli być członkami ZWZ, a jeden z nich obowiązkowo powinien posiadać uprawnienia wymagane dla sprawowania funkcji sędziego wojskowego. W praktyce większość osób zajmujących się podziemnymi sprawami karnymi wywodziła się z przedwojennej palestry. W przypadku prokuratorów niezwykle rzadko zdarzało się, by osoby wyznaczone do konkretnej sprawy nie posiadały odpowiednich uprawnień. Mimo iż w wielu wypadkach statut przewidywał najcięższe kary, nie szafowano wyrokami śmierci. Obejmowała je zresztą specjalna procedura. Konieczne było udowodnienie, iż czyn był uznany za zbrodnię i godził szczególnie mocno w bezpieczeństwo Polaków. Wymogiem formalnym wyroku śmierci było jego zatwierdzenie przez Głównego Delegata Rządu. To pokazuje, że obok władz wojskowych także władze cywilne odgrywały ważną rolę w kształtowaniu działania sądów podziemnych. W przypadku orzeczenia kary śmierci niezbędna była jednomyślność składu sędziowskiego. W pozostałych przypadkach wystarczała bezwzględna większość głosów.

O tym, że sądy w okresie II wojny światowej, na terenach okupowanej Polski działały bardzo sprawnie może świadczyć liczba rozpatrywanych spraw. Łącznie było to około 5000 tys. spraw w okresie 1940 – 1945, a wyroków śmierci od 3000 do 3500, z czego 2500 wykonano.

Procedury Egzekucji, a rzeczywistość.

Procedury wykonawcze wyroków sądów podziemnych były ściśle określone o czym najlepiej świadczy zapis z materiałów szkoleniowych dla egzekutorów:

„Jeśli oddział drugi przesyła wyrok do wykonania, to daje b. dokładne dane, ale d-ca oddziału wykonawczego jeszcze sprawdza te dane. Musi być całkowita pewność, co do identyczności osoby skazanej, to tak zwane typowanie/rysopis, tryb dnia skazanego wykonują łączniczki przez obserwację w ciągu całego dnia na zmianę, jedna 2 godz. z-ca wybiera miejsce najdogodniejsze przy najmniejszym narażaniu ludu. Wyrok musi się udać za pierwszym razem, gdyż inaczej spłoszymy skazanego. Przy wykonaniu wyroku musi być oficer. Należy też przewidzieć możliwość zbadania skazanego, kto go wciągnął do G-po, kogo on wsypał itp. Najlepiej wykonać wyrok w mieszkaniu lub w biurze.

Telefon zablokować przez zatelefonowanie do mieszkania lub biura, w którym jest zamach z jakiegoś innego numeru. Do wyroku trzeba zwykle sześciu ludzi (ochotnicy): jeden pilnuje, aby brama zamknięta była, 3-ch wchodzi do mieszkania, dwóch najdzielniejszych z rozpylaczami ubezpiecza na ulicy.
Po wyroku należy złożyć meldunek. Wycofanie jeśli akcja udana, przez puste ulice, aby widzieć, czy jakiś przypadkowy świadek Niemiec nie idzie za nami i nie typuje. Jeśli akcja nieudana i tak jesteśmy zdekonspirowani to przeciwnie, uchodzić należy przez najbardziej ludne ulice”.

W praktyce ciężko było się stosować do swego rodzaju regulaminu przeprowadzania egzekucji i niejednokrotnie to na dowódcy oddziału spoczywał obowiązek decydowania o tym w jaki sposób egzekucja zostanie wykonana.

Najlepszym przykładem będzie egzekucja wykonana na Feliksie Hallerze, szefie Kripo przy XV komisariacie policji, który przeprowadzał łapanki na warszawskim Grochowie. Po kilku dniach obserwacji ustalono, że mieszka przy ul. Majdańskiej na tymże Grochowie. Sprawa wciąż nie była jednak prosta, był on niemalże pewien, że któregoś dnia stanie się celem AK, w związku z czym do pracy zawsze chodził inną drogą. Wyrok miał być wykonany przez oddział w którego skład wchodzili bracia Bąk. 5 sierpnia 1943 roku, około 7 rano, czteroosobowy patrol egzekutorów zmuszony był rozdzielić się by zająć pozycję na prawdopodobnej trasie jaką musiał przebyć skazaniec. Nie było planu – strzelać miał po prostu ten, który natknie się na policjanta. Padło na Leona Bąka ps „Doktur”, aby zmylić swą ofiarę udając pijaka podszedł do Hallera z papierosem w ręku i poprosił o ogień. W ten sposób ofiara musiała zdjąć rękę z pistoletu, który zawsze miał ukryty w kieszeni, o czym egzekutorzy doskonale wiedzieli. Kiedy więc chciał podać zapalniczkę przechodniowi, ten wypalił mu w brzuch z pistoletu, drugiego strzału nie oddał z powodu zacięcia się broni. Jak relacjonuje Bolesław Bąk ps „Szlak”, który zabezpieczał brata: „Nie słysząc następnych strzałów, podbiegłem ku Dokturowi, który już kierował się w moim kierunku mówiąc: – Boleczku, dokończ! Zaciął się mi pistolet! Szybko podbiegłem do Hellera, a ten na mój widok z wykrzywioną bólem twarzą wycharczał: – Ratuj, jestem z policji… – A ja z ZWZ – odpowiedziałem, strzelając w łeb oprawcy cały magazynek visa”.

Egzekutorzy

Jak już wcześniej wspominałem, egzekutorem mógł zostać każdy. Wielu też było chętnych, przez wzgląd na to jakich krzywd doznali z rąk okupantów. Wśród nich znalazł się również Lucjan Wiśniewski ps. „Sęp”, który razem z kolegami w czasie wojny tworzył „patrol Ptaków”, należący do oddziału specjalnego 993/W kontrwywiadu Armii Krajowej, który wykonywał wyroki śmierci wydane przez Państwo Podziemne. Swoją walkę z okupantem i osobami współpracujących z wrogiem rozpoczął w wieku 16 lat i brał udział w ponad 60 akcjach likwidacyjnych. Jego historia z partyzantką zaczęła się traumatycznym przeżyciem, był świadkiem egzekucji prawie 100 Polaków na tzw. Szwedzkich Górach w Warszawie (w granicach Bemowa). Pierwszej likwidacji dokonał wiosną 1943 roku, w pamięci ten dzień utkwił mu z powodu zacięcia się pistoletu: „Żadnej euforii, żadnej przyjemności i żadnych rozterek. Rozkaz, spełnienie obowiązku. Nerwy i napięcie. Żadnego lubowania w tym nie było. Chciałem mieć to jak najszybciej za sobą, pewnie dlatego zapamiętałem przede wszystkim ten pistolet” – wspomina „Sęp”. Celem likwidacji była kobieta, a pluton „Sępa” otrzymał jedynie informacje o jadącej tramwajem pasażerce, która powinna wysiąść na moście Poniatowskiego i udać się na Solec. Konspiratorzy dysponowali jej zdjęciem; nikt nie wiedział jednak, co miała na sumieniu. Jedno było natomiast pewne: została skazana przez Polskę Walczącą. Kobiecie towarzyszył nieznany mężczyzna, oboje spacerowali ulicami Powiśla. Egzekutorzy nie mieli wyjścia, czas gonił, robiło się nerwowo. Musieli wykonać czarną robotę, nie bacząc na ryzyko. W ostatniej chwili pada rozkaz: egzekucję przeprowadzi „Sęp”. Zaskoczony młodzieniec podszedł do ofiary odwróconej tyłem, wymierzył w głowę i nacisnął spust pistoletu. Kobieta osunęła się na ziemię, leżała w kałuży krwi. Już pierwszy strzał okazał się śmiertelny.

Kolejnym z egzekutorów AK, był Stefan Dąbski, który w latach 1942 – 1945 był żołnierzem grupy dywersyjnej pod obwodu AK Rzeszów- Południe. Do partyzantki trafił w wieku 16 lat, a jego pierwsza ofiarą był szkolny kolega, skazany przez sąd za kolaborację z wrogiem. Po pierwszej egzekucji został wysłany na specjalny obóz szkoleniowy dla egzekutorów AK w pod rzeszowskich lasach. Na takim obozie przyszły egzekutor, szkolony był z obsługi broni krótkiej, ćwiczeniach strzeleckich, czy szybkim dobywaniu broni. Jak opisał we wspomnieniach: „(…) będąc specjalistą od likwidacji ludzi, wykonywałem polecone mi wyroki bez emocji, ze stoickim spokojem, ciesząc się, że jestem potrzebny.” Wyrok jaki zapadł mu w pamięć dotyczył pewnej młodej dziewczyny, która zakochana w akcie zemsty wydała partyzanta AK, za co została zamordowana jego cała rodzina. Gdy Dąbski zapukał do jej drzwi odczytał wyrok i dał 10 minut na pożegnanie się z bliskimi. Następnie wyprowadził z mieszkania i zabił… Wyjątkowo nie strzelił jej w głowę, gdyż jak sam opisuje: „Celuję prosto w głowę. Jest księżycowa noc. Widzę to piękne ciało przed sobą i w ostatniej chwili odczuwam pewnego rodzaju żal. Zniżyłem lufę i równocześnie pociągnąłem za spust. Byle nie w głowę – pomyślałem – jak ona będzie wyglądać w trumnie. Długa seria… i koniec wszystkiego! Jadzia Pierożanka przestała istnieć. I dlaczego? Było to pytanie, które dręczyło mnie później tygodniami”. W pewnym momencie stwierdził: „Ponieważ nie robiło mi różnicy, czy ja żyję, nie dbałem zupełnie o to, czy żyją inni. Strzelałem do ludzi, jak do tarczy na ćwiczeniach, bez żadnych emocji”.

Podsumowanie

Nie będę oceniał działania sądów i egzekutorów, były to czasy wojenne o których my dziś możemy dowiedzieć się z różnych lektur czy wywiadów z żyjącymi w tamtych czasach ludźmi. Z całą pewnością egzekucje zdrajców nie należały do najłatwiejszych, a liczba tychże egzekucji pokazuje, że nie było miejsca na litość i nikt kto kolaborował z wrogiem nie mógł czuć się bezpiecznie.

„Trzeba mieć niezwykle odporną psychikę oraz silny organizm, aby to wszystko w sobie przetrawić. Dzięki naszemu kapelanowi jakoś to znosiliśmy. (…) Tylko dzięki niemu nie zwariowałem. Czym innym jest strzelanie do przeciwnika w boju, gdy bronimy swego życia, a czym innym wykonywanie wyroków, nawet na najgorszych łajzach” – wspominał po latach Witalis Skorupka ps „Orzeł”.

Opracował: Jan Kryński

Źródła:

Byłem egzekutorem AK. Porażające wyznania członka sekcji likwidacyjnej Kedywu


https://polskatimes.pl/za-zdrade-ojczyzny-egzekutorzy-ak-nie-mieli-litosci-dla-zdrajcow-nasza-historia/ar/9800544
https://menway.interia.pl/historia/news-w-imieniu-polski-podziemnej-msciciele-z-armii-krajowej,nId,2655151
https://opinie.wp.pl/oddzial-wapiennik-egzekutorzy-z-armii-krajowej-6126018893637249a

Mordercy, kaci czy mściciele? Cała prawda o egzekutorach z Armii Krajowej


http://www.sww.w.szu.pl/index.php?id=prawo_sadownictwo_polskiego_podziemia
https://gazetalubuska.pl/wspomnienia-stefana-dambskiego-bojowca-ak-specjalisty-od-likwidacji-ludzi-wywoluja-szok/ar/7879700
https://natemat.pl/165503,do-kobiety-strzelac-jeden-z-ostatnich-zyjacych-egzekutorow-ak-szczerze-o-likwidacji-zdrajcow

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments