Przemoc wobec kobiet

To, że przemoc domowa dotyczy kobiet z marginesu społecznego to mit. Kobiety są bite przez mężów, prawników. rolników, policjantów, mechaników… Oprawca nie ma twarzy lub zawodu ma tylko rękę, która uderza i niszczy… Według różnych szacunków w Polsce, co roku ponad 800 tys. kobiet pada ofiarą przemocy.

Często sama osoba doświadczająca przemocy wstydzi się tego, co dzieje się u niej w domu, bo bierze całą odpowiedzialność za to na siebie. Boi się o swoje życie i zdrowie. Nie wierzy, że ktoś może jej pomóc, że ma prawo prosić o pomoc…

O to wyznania dwóch kobiet, którym udało uwolnić się od swoich oprawców…

Anna

– Człowiek, który kocha, trochę inaczej patrzy na rzeczywistość – mówi. Chciała stworzyć prawdziwą kochająca rodzinie jednak poznała niewłaściwego mężczyznę. Początkowo brutalne zachowania swojego partnera początkowo odbierała jako zwykłą zadość lub dowody miłości.

– Zrywałam z nim wielokrotnie, ale on naprawdę potrafił przepraszać. Śledził mnie, podsłuchiwał, obserwował przez lornetkę siedząc na drzewie, kontrolował na każdym kroku, sprawdzał mnie nawet w pracy – kobieta wybaczał mu bo uważała, że ją kocha, a koleżanki utwierdzały ją w tym przekonaniu.

– Po kolejnym naszym rozstaniu, naszedł mnie w mieszkaniu, które wynajmowałam. Jakimś cudem miał klucze, mimo że wcześniej mu je odebrałam. Pewnie dorobił. Akurat brałam kąpiel w wannie. Nagą, wywlókł mnie z niej za włosy. Krzyczał, wypytywał gdzie byłam, co robiłam, wyzywał i zaczął mnie bić. Wpadł w szał. Zakneblował mi usta, myślałam, że mnie zabije. Stłukł mnie do nieprzytomności. Potem wyszedł. Wrócił, przepraszał, mył mnie z krwi i znowu bił. Nie pamiętam ile to trwało. Na pewno kilka godzin. Gdy odzyskałam przytomność znowu go nie było. Cudem udało mi się uciec. Chwyciłam kluczyki do samochodu, założyłam szlafrok i boso wyszłam z mieszkania. Dotarłam do domu rodziców. On przyjechał za mną. Już czekała na niego policja. Został zatrzymany.

Wtedy Anna powiedziała sobie dość. Nie była więcej w stanie żyć w taki sposób.

– Gdy zaczynałam swoją „walkę” byłam zupełnie sama. Miałam duże zaufanie do policji i wymiaru sprawiedliwości. Naiwnie myślałam, że sprawa jest prosta. Przecież to ja jestem pokrzywdzona, wszyscy mnie od razu zrozumieją, pomogą. (…) Byłam pobita, a nawet, o mało nie zostałam zabita, miałam obdukcję, dowody, same mocne argumenty. Prawda okazała się bolesna. Rozmowy na policji i w sądzie nie były łatwe. Czułam się jak natręt, który wymyśla i opowiada niestworzone rzeczy o niewinnym człowieku.
Mężczyźnie w sądzie prawie udało mu się tam udowodnić, że to ona była w tym związku tą „złą”.

– Nie mogłam w to uwierzyć .To on złożył do sądu wniosek o ograniczenie jej praw rodzicielskich. I sąd ten wniosek przyjął. Skierowano mnie z córką na badanie w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym. Poszłyśmy, a on tam był. Pracownica ośrodka – podobno psycholog, nie widziała nic dziwnego w tym, że i ja i córka będziemy badane w obecności naszego oprawcy. Powiedziała, że nie interesuje jej wyrok sądu, który skazał go prawomocnym wyrokiem za pobicie mnie „w brutalny sposób”. Prawie mnie wyśmiała, gdy powiedziałam, że nie czuję się w jego obecności na tyle bezpiecznie, by móc swobodnie poddać się badaniu. wydana przez ośrodek była dla mnie niekorzystna. Wyszłam na histeryczkę, która nie chce współpracować… Załamałam się. Trafiłam do lokalnego Centrum Mediacji i Aktywizacji Społecznej. Tam prawnik pomógł mi napisać do sądu – sprzeciw do opinii z RODK. Sąd przyjął mój sprzeciw w całości. Przyznano rację, że poddanie wspólnemu badaniu z oprawcą naruszało moje prawa jako ofiary. Zdaniem sądu :

„Trudno było w tej sytuacji wymagać, aby pozwana zachowywała się w naturalny sposób, pozwalający określić jej naturalne odruchy w odniesieniu do dziecka”.

Oprawca został skazany za pobicie, kradzież i groźby karalne kierowane pod jej adresem, a ona odzyskała prawo do dziecka…

Joanna

– Mąż pierwszy raz uderzył mnie w sierpniu 2013 roku. Byliśmy małżeństwem od trzech lat. Od roku pracowałam w żłobku w Poznaniu. Ze względu na dojazdy nie było mnie w domu między 6 rano a 17. Znalazłam dodatkową pracę, więc wracałam jeszcze później. Tego dnia wróciłam według męża stanowczo za późno. I za to dostałam. Pamiętam, że uderzył mnie w twarz. Na drugi dzień, w Poznaniu poszłam na policję zgłosić sprawę. Obdukcja, procedura ruszyła. Dla mnie to był koniec związku. Niestety, okazało się, że teść ma poważne problemy z sercem. Usłyszałam od męża: „Wycofaj sprawę o pobicie, bo zabijesz ojca”. Wycofałam – wspomina kobieta.
A to był dopiero początek…

– Dlaczego mnie bił? Obarczał mnie winą o choroby dzieci. Zaczęło się psuć zaraz po urodzeniu naszego syna Stasia w 2011 roku. Poród był trudny i trwał 22 godziny. Byłam pod wpływem mocnych leków, bo nie byłam w stanie urodzić własnymi siłami. Syn urodził się z niedotlenieniem i uszkodzeniem neurologicznym. Jest rehabilitowany. Mówił:

„Nie umiesz rodzić, popsułaś dzieciaka”. Mąż obarcza mnie winą za zdrowie synów. Na tym tle się popsuło. Miał i ma o to pretensje do dziś – mówi. (…)Wstydziłam się, że w moim domu dochodzi do przemocy – tłumaczy pani Joanna. I wyjaśnia: Każdy siniak czy ranę tuszowałam makijażem. Nie chciałam, by moje dzieci były bohaterami skandalu
Teściowa przymykała oko, na to co robi jej kochany synek…

– Pamiętam, że już przy pierwszym pobiciu prosiłam teściów o pomoc. Teściowie mieszkają na parterze, my na piętrze rodzinnego domu. Gdy zostałam uderzona, zeszłam na dół do teścia. Udawał, że nic nie słyszy, nic nie widzi. Zrozumiałam, że mi nie pomogą, więc chciałam tylko zabrać syna, który w tym czasie siedział z teściem w pokoju na dole. Pamiętam, że teść, zamiast mi pomóc, to się na mnie rzucił z łapami, nie chcąc oddać mi syna. Nigdy mi nie pomogła. Choć wiedziała, że jej syn mnie bije. Gdy przychodziła po awanturze, obwiniała mnie o wszystko. Gdy sama przychodziłam i prosiłam o pomoc, mówiła, że mąż mnie nie bije i wszystkiemu zaprzeczała. Wręcz odwrotnie, mówiła, że mam dobrego męża, bo, tu cytuje teściową „Inny by mnie pokroił i posypał solą”

Mieszkała z rodzicami i siostrą męża nikt nie reagował na to co on jej robi…

– Przy narodzinach drugiego syna chwilę było spokojniej. Jednak mąż w swej „dobroci” do ciężarnej żony wytrzymał miesiąc. Potem znów się zaczęło. Potrafił w 32. tygodniu mojej ciąży przyjść do szpitala i zrobić mi awanturę, choć wiedział, że mam zagrożoną ciążę. O co? To były tyrady na temat tego, że jestem głupia, chora i do niczego się nie nadaję. Zawsze po takim wywodzie bił mnie. W szpitalu tego oczywiście nie mógł zrobić. Syn urodził się 13 listopada, do domu wróciłam 20 listopada. Do świąt trwał połóg, czyli czas, gdy kobieta po urodzeniu powinna się oszczędzać. Ale w opinii mojego męża nie musiałam odpoczywać. 25 grudnia rano pobił mnie, bo nie zrobiłam na Wigilię 12 potraw oraz nie wysprzątałam na błysk domu na święta. Mąż jest wierzący. I to bardzo. Rano i wieczorem odmawia różaniec, w wolnej chwili słucha kazań na YouTubie. Chodził też na każdą niedzielną mszę. Ja chodziłam, gdy mi kazał. Dla świętego spokoju szłam do kościoła, aby się nie wydzierał. Ja nie wierzę w Kościół – mówi kobieta. Dodaje, że nie też szukała tam pomocy.

Przemoc nie ma religii…

– Ostatni raz usłyszałam, że mnie kocha, gdy wycofałam sprawę o pobicie. Obiecał, że się zmieni. Nigdy się nie zmienił. Kiedy ostatni raz mnie uderzył? W niedzielę 12 listopada. Rzucił mną o podłogę bez powodu. Zamknęłam się w łazience przed nim i bałam się wyjść. Gdy wyszłam, zamknęłam się w pokoju, zabarykadowałam drzwi kanapą i usiadłam na niej cała roztrzęsiona. Mąż zdołał odsunąć kanapę. Wszedł do pokoju, wziął mnie za włosy i ramię i rzucił z całą siłą o podłogę. Scenariusz zawsze ten sam. Za każdym razem, zanim mnie pobił, wygłaszał godzinną tyradę o tym, jaka jestem beznadziejna i nic niewarta. Gdy się stawiałam i mówiłam, że odejdę z dziećmi, zaczynał mnie bić – opowiada.

To był moment przełomowy dla Pani Joanny…

– Coś we mnie pękło. Miałam dość życia w poczuciu strachu. Miałam dość życia, gdzie moim codziennym zadaniem było chronienie się przed oprawcą. Chronieniem przed kimś, kto rzuca mną o podłogę, jak szmatą. Postanowiłam to uciąć raz na zawsze. Co mogę powiedzieć bitym kobietom? Żeby przyglądać się przyszłemu mężowi już przed ślubem. Zwracać uwagę, z jakiej jest rodziny. Czy rodzina nie jest alkoholowa. Druga sprawa, jeżeli już będziemy w takim chorym małżeństwie, nigdy nie dać się odizolować od rodziny czy znajomych. Zawsze trzeba mieć do kogo pójść. Po trzecie: nie wstydzić się i informować rodzinę i przyjaciół o naszym podejrzeniach. Po czwarte: zbierać dowody. Nagrania kłótni, wideo z awantur czy zdjęcia siniaków. Ja dzięki moim mocnym dowodem, bardzo szybko znalazłam pomoc – kończy Joanna.

Jak pomóc osobom które doświadczyły przemocy:
Należy pamiętać, że przemoc nie jest jednorazowym aktem. Jest to proces i ma tendencje do powtarzania się. Nie zatrzymana przemoc narasta!

Świadek przemocy to bardzo ważna osoba, często jedyna, która może pomóc ją przerwać. Nie bądź obojętny. Reaguj!
Przemoc za ścianą

Jeśli jesteś sąsiadem osoby doznającej przemocy i słyszysz często awantury, nietypowe hałasy, krzyki i płacz dziecka, a osoba krzywdzona ukrywa ślady pobicia, możesz:

– porozmawiać bezpośrednio z tą osobą i powiedzieć jej, że domyślasz się, co dzieje się u niej w domu (najlepiej nazywać to wprost przemocą). Powiedzieć, że możesz jej pomóc, np. wzywając policję,

– porozmawiać o tym ze sprawcą, a jeżeli obawiasz się kontaktu – możesz po prostu wezwać policję.
Znajomi w potrzebie

Jeśli jesteś koleżanką/kolegą, znajomą/znajomym osoby doświadczającej przemocy lub stosującej przemoc, to:

– zawsze reaguj na każde przemocowe zachowanie mówiąc, że ci się to nie podoba, że nie zgadzasz się na to, że tak nie wolno, że jest to przemoc i jest to przestępstwo,

– wysłuchaj osoby, która doznaje przemocy,
– uwierz jej,
– powiedz, że jeśli zdecyduje się wystąpić na drogę prawną – będziesz jej świadkiem w sądzie,
– możesz zapewnić jej swoją pomoc (np. finansową, udzielić schronienia, towarzyszyć w pójściu na policję lub do urzędu itp.),
– zapewnij o tym, że kiedy będzie chciała wezwać policję, pomożesz jej to zrobić, że możesz być jej świadkiem na policji i w sądzie.

Rodzinny problem

Jeśli jesteś rodziną osoby doznającej przemocy lub stosującej przemoc:

– przede wszystkim uwierz i wysłuchaj tego, co dana osoba opowiada,
– nie krytykuj i nie oceniaj,
– spróbuj przełamać swoje stereotypy „w naszej rodzinie nigdy nie było przemocy”, „to niemożliwe, aby taki porządny i wykształcony człowiek był aż tak okrutny” itp.,
– zawsze w obecności sprawcy wyrażaj swoją negatywną opinię na temat przemocy,
– zapewnij, że jeśli sprawca znowu zacznie stosować przemoc, pomożesz uruchomić interwencją policji.

Przede wszystkim pomoc

Pomagaj w każdy możliwy sposób, najważniejsze, żeby nie pozostawać obojętnym. Im więcej osób dowie się o przemocy, tym większa szansa na to, że może zostać ona powstrzymana, a sprawca poczuje się mniej pewnie.
Jesteś ofiarą przemocy u nie wiesz, gdzie należy szukać pomocy, zadzwonić na telefon dla Ofiar Przemocy w Rodzinie. 800 120 002 – numer bezpłatny, czynny całą dobę

Opracowała GoSia Nieć

Niebieska Linia
http://www.niebieskalinia.info/
Stop przemocy! – poradnik domowy

Stop przemocy domowej! (Poradnik Domowy)

Stop przemocy wobec kobiet Amnesty International

Stop przemocy wobec kobiet

Źródła:
https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22755458,maz-mnie-bil-a-tesciowa-mowila-masz-dobrego-meza-inny-by.html
https://kurierlubelski.pl/kobieta-dreczona-przez-meza-przezywala-swoj-koszmar-przez-20-lat-z-pomoca-udalo-jej-sie-uwolnic-od-oprawcy/ar/c15-14384591
https://kobieta.wp.pl/kobiety-ktore-maja-odwage-powiedziec-maz-mnie-bil-5982715355473025a
http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/62-wiat-problemow/890-czego-potrzebuje-ofiara-przemocy.html
https://www.infor.pl/prawo/pomoc-spoleczna/przemoc-w-rodzinie/280731,Przemoc-w-rodzinie-jak-mozemy-pomoc.html

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments