W pięciu ją gwałciło…

Małą podkarpacka wsi z letargu wybudziło tragiczne dla jej społeczności wydarzenie. Przyrodni brat oraz czterech jego kolegów przez pięć lat gwałcili 15-letnią dziś dziewczynkę…

Gwałt

– To, co się stało, ja nie wiedziałam o niczym. Ja do dzisiaj jestem w szoku – twierdziła Celina K., matka dziewczynki.

Dziewczynka mieszkała razem z rodzicami i przyrodnim bratem, 40-letnim Mariuszem N. Rodzina była dysfunkcyjna. Często dochodziło w niej do przemocy i awantur. Ostatecznie córka została odebrana rodzicom i trafiła pod opiekę rodziny zastępczej oraz psychologa. Pomału zaczęła się otwierać. Z czasem jej matka zastępcza zaczęła zauważać niepokojące zachowania dziewczynki, wskazujące na to, że mogła być ofiarą molestowania seksualnego.

– Policję powiadomiła matka zastępcza dziewczynki. Zauważyła, że mała zachowuje się dziwnie. Miała w nocy dotykać się w intymne miejsca i wykrzykiwać imiona mężczyzn – opisuje Joanna Pasterczyk, dziennikarka „Gazety Wyborczej”.

Pierwsze podejrzenia padły na przyrodniego brata dziewczynki, Mariusza M.

– Jej matka zastępcza miała nabrać podejrzeń, że dziewczynka była molestowana przez więcej niż jednego mężczyznę. Ostatecznie wskazała na jeszcze czterech mieszkańców wsi – słyszymy w reportażu programu „Uwaga” TVN.

Mariusz N. miał zachęcać swoich kolegów do wykorzystywania seksualnego własnej siostry! Mężczyźni dotykali ją i całowali. Wykorzystywali jej bezradność. Nagrywali filmiki z jej udziałem. Wielokrotnie grozili. Dziewczyna bała się, była tak naprawdę pozostawiona sama sobie. Aż trudno sobie wyobrazić, co przeżywała. Brat często zamykał się z nią w pokoju albo wchodził za nią do łazienki. Była odizolowana społecznie. Widywano ją głównie w towarzystwie Mariusza. Nikt jej zbyt dobrze nie znał i nikt się nią specjalnie nie interesował. Uznawana była za osobę lekko upośledzoną i niesamodzielną.

– Dziewczynka podaje takie szczegóły, które nie mogą być znane dziecku, które nie przeżyło molestowania seksualnego. Była badana przez lekarzy. Obrońca jednego z oskarżonych podał do publicznej informacji, że nie została naruszona. Podane były dwa miejsca, w których miała być wykorzystywana seksualnie. Była to piwnica pod sklepem Grzegorza D., jednego z oskarżonych oraz piwnica pod domem drugiego z oskarżonych, Franciszka D. – opowiada Joanna Pasterczyk.

Do czynów miało dochodzić przez okres pięciu lat, a zaczęło się, gdy dziewczynka miała około 10. Poza Mariuszem, sprawcami wykorzystywania mieli być: Grzegorz D., Franciszek D., Andrzej M. i Franciszek K. Najstarszy nich miał 68 lat. Biegli ocenili, że dziewczynka nie ma skłonności do konfabulacji. Jej zeznania ocenili jako wiarygodne.

Policja wkrótce aresztowała mężczyzn, którzy zostali zbadani przez seksuologa. U żadnego z nich nie stwierdzono skłonności do pedofilii. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im czynów.

– Mężczyznom zarzucono, iż na przestrzeni kilku lat, wspólnie i w porozumieniu dopuszczali się obcowania płciowego, a także innych czynności seksualnych z małoletnią poniżej lat 15. Za taki czyn grozi nawet 12 lat więzienia – mówił Artur Grabowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.
Wieś broni gwałcicieli!

„Bronimy naszych sąsiadów, bo wierzymy od początku, że są niewinni” „Jesteśmy z wami!” „Są niewinni!”, „Ręczymy za nich!” – krzyczeli przed salą rozpraw oburzeni mieszkańcy.

Wielu mieszkańców nie wierzy w to, że dziewczynka była gwałcona. Początkowo mieszkańcy bronili wszystkich aresztowanych, jednak po czasie niektórzy zmienili zdanie na temat Mariusza.

– Mariusz nie, Mariusz za głupi do tego. Siedzę na progu codziennie, ja tu żadnego, jak Boga kocham, wykorzystywania nie widziałem. Niech ktoś nie kłamie – mówił wuj pokrzywdzonej.

Mieszkańcy wsi wysłali nawet list do ministerstwa sprawiedliwości z prośbą o objęcie nadzorem postępowania i zainteresowanie się tą sprawą. Pod listem podpisało się ok. 300 osób. Głośno mówili, że w ogóle nie zakładają winy swoich sąsiadów, a sprawa dla nich jest po prostu dziwna.

– To wszystko woła o pomstę do nieba. Na podstawie poszlak dąży się do skazania niewinnych osób. To coś strasznego, w demokratycznym państwie nie powinno mieć to miejsca – mówił pan Antoni z Malawy.

W 2019 roku ruszył proces oskarżonych mężczyzn. Mieszkańcy ich rodzinnej miejscowości przyjechali na rozprawę. Próbowali zabrać głos w sprawie, ale sąd nie wyraził na to zgody. W następstwie tych zdarzeń wyłączył jawność rozprawy oraz wyprosił mieszkańców.

– Jesteśmy zbulwersowani tą sprawą, tym co się dzieje z naszymi sąsiadami. Nikt z nas nie zauważył, żeby w miejscowości działo się coś niepokojącego, a jesteśmy posądzeni o to, że wszystko wiedzieliśmy, że milczeliśmy – mówił na sądowym korytarzu pan Daniel.

Mieszkańcy uważali, że od lat znają swoich sąsiadów, w związku z czym mają pewność co do tego, że nie mogli oni mieć z tą ohydną sprawą nic wspólnego. Twierdzili natomiast, że jeśli chodzi o osobę Mariusza, nie są już o tym przekonani, ponieważ nie bywali u niego w domu i nie wiedzą co się tam tak naprawdę działo.

– Nie bronimy zboczeńców! Kto nie zna tych ludzi, ten tak pomyśli. My tu żyjemy, to wiemy, że oni są niewinni i do końca będziemy ich bronić – mówiła pani Ewa.

– Nikt nie ma pojęcia, dlaczego dziewczynka wskazała te osoby jako winne. Oni się nie znają, to nie jest grupa znajomych mężczyzn – dodaje inna mieszkanka Malawy.

– Byłam za sprawiedliwością i przysięgam Bogu: gdyby mi nawet przyszło oddać życie, to bym oddała za tych trzech, czterech chłopaków – deklaruje pani Halina Więcek.

– Nas dziwi to, że policja przyjeżdża pod sklep szukać piwnicy, w której rzekomo było gwałcone dziecko, a sklep oskarżonego stoi na asfalcie i nigdy nie było tam piwnicy. To jakimi dowodami my się zajmujemy? Cała miejscowość chodzi do tego sklepu i wie, że nigdy nie było tam piwnicy. Tak samo w domu kolejnego oskarżonego, też nie ma tam żadnej piwnicy. To 100-letnia, stara, drewniana chałupa stojąca na klepisku. A prokuraturze nie daje to nic do myślenia? – pyta pan Daniel.

– To nie tak, że my oskarżamy tę dziewczynkę. Współczujemy jej. Sama mam dzieci. Z drugiej strony – nie wierzymy w winę tych oskarżonych. Część zeznań tej dziewczyny kompletnie się nie zgadza z rzeczywistością – stwierdza jedna z mieszkanek.

– Mojego oskarżonego syna na oględzinach ta pokrzywdzona nie rozpoznała. Był też badany wariografem. Jednoznaczna ocena jest taka, że on tych czynów się nie dopuścił – mówił pan Aleksander.

– Głowę sobie dam uciąć, że w życiu takich rzeczy by nie zrobił! On ma swoje dzieci – mówiła ze łzami w oczach pani Helena.

– Nas było w domu pięcioro, nigdy nas nie spotkała żadna krzywda, a przecież gdyby miał takie skłonności, to wcześniej by to wyszło – wtórowała pani Ewa.

Wyrok

Mimo usilnych starań adwokatów i mieszkańców, sąd nie miał wątpliwości o winie oskarżonych. 24 lipca 2020 roku ogłosił wyrok.

– Potwierdzam, że zapadł wyrok w sprawie wykorzystywania seksualnego małoletniej przez pięciu mężczyzn. Mariusz N. został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. Trzej mężczyźni: Franciszek D., Andrzej M. i Franciszek K. zostali skazani na kary 8 lat więzienia, a jeden, Grzegorz D., na 9 lat pozbawienia wolności. Skazani muszą zapłacić również łącznie 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia dla dziewczynki. Ponadto nałożony został na nich zakaz zbliżania się do ofiary. Dla Mariusza N. na 15 lat, dla pozostałych po 10 lat – poinformował Tomasz Mucha, Rzecznik Prasowy Sądu Okręgowego w Rzeszowie.

Wyrok jest nieprawomocny. Skazanym przysługuje od niego odwołanie do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie. Z pewnością nie jest to jeszcze koniec tej sprawy. Według mieszkańców i obrońców pozostało kilka niejasności, które miałyby świadczyć na korzyść skazanych.

Rodzina

Pozostaje pytanie gdzie w tym wszystkim byli rodzice dziewczynki? Opinie sąsiadów o jej rodzinie są różne. Jednak na próżno szukać tu dobrych słów. Aż ciężko uwierzyć, że przez tak długi czas mieszkała w tak niesprzyjających warunkach. Na temat tych warunków
mieszkańcy Malawy wypowiadali się chętnie:

– To, co tu się działo, to ciężko opisać .Tylko awantury, k***, ch***, w domu smród, brud i ubóstwo. Ta dziewczynka cierpiała przy nich, biedne to dziecko było. A fajna taka, tylko bardzo zamknięta w sobie. No ale też jaka miała być przy tych ludziach? Pięknie malowała i rysowała, tylko cicha i wycofana. Powinni byli ją odebrać już dawno temu, jak miała 3-4 lata – przyznaje sąsiad, pan Augustyn.

– Normalni nie byli, bo ani nie odezwali się, ani nic. Ale raczej spokojni. Tylko ten Mariusz taka gorączka. Ci jego koledzy na pewno nie chodzili do niego do domu, bo matka by ich nie wpuściła, ale ja teraz to już nic nie wiem. Ja nie wierzę, żeby to zrobili. Przecież to taka mała dziewczynka. Ciężko w to wszystko uwierzyć – mówi sołtys.

– Policjanci wielokrotnie interweniowali w tej rodzinie. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat było to ponad 28 interwencji. Były zgłaszane kłótnie, awantury pod wpływem alkoholu, groźby karalne i kradzieże – wylicza Adam Szeląg z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie.

– Dziewczynka była strasznie zamknięta w sobie. W tej rodzinie często zdarzały się kłótnie. Matka z ojcem nie pili, tylko ten Mariusz popijał. Jednak policja często tam jeździła na interwencje. Dziewczynka była taka odizolowana, jakby się bała ludzi. Mariusz wszędzie ją prowadził. Przez rok była w szkole specjalnej przez to, że właśnie nie rozmawiała z ludźmi – opowiadał jeden z sąsiadów.

– To była hermetycznie zamknięta rodzina. Tam nikt nie chodził. Nie widać było, żeby to dziecko miało jakąś koleżankę. Dziewczynka w ogóle nie była widywana na terenie Malawy. Jeśli już, to tylko z rodzicami albo z bratem – przyznaje Helena Piotrowska, mieszkanka miejscowości.

– Ja nie wiem czy on coś zrobił, czy nie. Ale taki wstyd teraz przyniósł na dom. Wpakował się w to towarzystwo szemrane. To koledzy go sprowadzili na złą drogę. Ja go do chrztu trzymałem, uczyłem go wszystkiego, bo ojca nie miał. Starałem się, żeby wyszedł na ludzi, a on takich rzeczy się dopuszczać miał. To jest dramat całej naszej rodziny. Wstyd, tak się wpakował, wstyd! Ja nie wiem, co mam mówić na to – mówił chrzestny Mariusza.

– To rodzina dysfunkcyjna. Pod tym słowem chyba coś się kryje, prawda? Tam jest matka, ojciec, wujek i jeszcze tzw. przyrodni brat tej dziewczynki. To wszystko spadło na nas jak grom z nieba. Tak mówimy. Na pewno śmierci byśmy się prędzej spodziewały niż takiej sprawy – mówiła Helena Piotrowska.

„Ta dziewczynka”…

To smutne, że biedne dziecko od samego początku swojego życia miało pod górkę. Od najmłodszych lat żyła w warunkach niesprzyjających rozwojowi. Jej wielką pasją było malowanie, w które zapewne uciekała, aby nie myśleć o swoim koszmarze. Dziś znajduje się pod stałą kontrolą psychologów i pod czułą opieką rodziny zastępczej. Z pewnością wydarzenia, które miały miejsce odcisną piętno na jej całym życiu. Miejmy jednak nadzieję, że w przyszłości uda jej się normalnie funkcjonować w społeczeństwie.

Opracowała Nika
Korekta Magdalena Kot

https://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/11-latka-oskarza-o-molestowanie-pieciu-mezczyzn-sasiedzi-ich-bronia-oficjalna-strona-programu-uwaga-,284721.html
https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2019-04-17/piec-osob-z-zarzutami-molestowania-dziewczynki-w-ich-obronie-stanela-niemal-cala-wies/
https://www.se.pl/wiadomosci/polska/podkarpacie-hela-nawet-kilka-lat-mogla-byc-gwalcona-przez-brata-i-jego-kolegow-drastyczna-relacja-najblizszych-aa-p9hC-aqJN-1JZ7.html
http://supernowosci24.pl/przez-5-lat-gwalcili-maloletnia/
https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/rzeszow/rzeszow-mezczyzni-skazani-za-gwalt-na-nieletniej-wsrod-nich-przyrodni-brat/7jtrefj
https://nowiny24.pl/rozpoczal-sie-proces-mezczyzn-oskarzonymi-o-seks-z-11latka-bronili-ich-mieszkancy-ktorzy-pojawili-sie-w-rzeszowskim-sadzie/ar/c1-14031479

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments