Szczęśliwa 13: Nagrody Darwina

Zapewne, każdy z nas zna choć jeden przykład osoby, która została mianowana do tej antynagrody. Mają one charakter symboliczny, ze względu na fakt, iż osoby te otrzymują ta „nagrodę” za wyjątkowo głupią śmierć. Nazwa pochodzi od Charlesa Darwina, twórcy teorii ewolucji, co nie jest przypadkowe. Zgodnie z teorią ewolucji, osobniki mało inteligentne, zdolne do zachowań szczególnie głupich i niepotrzebnie ryzykownych, statystycznie częściej nie dożywają wieku prokreacyjnego, w wyniku czego przeważnie nie przekazują swoich genów następnym pokoleniom – co jest w interesie danego gatunku.

Warunkiem nominacji do „nagrody” jest śmierć kandydata w wyniku jego własnej głupoty lub okaleczenie się pozbawiające możliwości reprodukcji. Fakt posiadania potomstwa nie dyskwalifikuje kandydata do nagrody.

Postaram się teraz przedstawić te najciekawsze przypadki Nagród Darwina z przestrzeni ostatnich trzydziestu lat.

Pierwszy przypadek pochodzi z Kanady, kiedy to w czerwcu 1997 roku pewien włamywacz zakończył swój żywot w dość nietypowy sposób. Dean Grabo – lat 23 – był tego dnia w domu z żoną, gdy w pewnym momencie oboje usłyszeli dziwny hałas na balkonie. „Byliśmy nieźle zaskoczeni. Ale chyba nie aż tak, co włamywacz” mówi gospodarz. Najwidoczniej jego wrzask na tyle wystraszył włamywacza, że ten po prostu spadł, dając śmiertelnego nura, kończąc życie. Ciało 30-letniego nieszczęśnika znaleziono dokładnie pod balkonem Grabo. Policja przybyła na miejsce zdarzenia nie była w stanie zidentyfikować ciała włamywacza. Odpadało także podejrzenie zwykłych wygłupów. „To wszystko trochę dziwne. Wciąż nie możemy dojść do siebie – mówi Grabo – w końcu nie co dzień zdarza się coś takiego, w wyniku czego ktoś ginie”. Jak się pewnie domyślacie, włamywacz wystraszył się i spadł z balkonu, zapewne nie spodziewał się, że domownicy będą w domu…

Kolejny przypadek również pochodzi z roku 1997, lecz tym razem z USA a dokładniej z pewnego więzienia Allegheny County z Pittsburga. Osadzony tam więzień chciał uniknąć sprawiedliwości poprzez ucieczkę z celi. Skonstruował więc w tym celu 100-metrową linę prześcieradeł. Przedarł się przez okno celi i powoli zaczął schodzić po prowizorycznej drabince ku wolności. Plan wydawał się dość prosty i banalny, jednak nie w tym przypadku, niedoszły uciekinier nie wziął pod uwagę odłamków szkła z rozbitej szyby. Ostatecznie prowizoryczna lina przetarła się, a pomysłowy uciekinier spadł z 40 metrów i roztrzaskał się o chodnik…

Zaledwie rok po tej nieudanej ucieczce, 3 listopada 1998 roku, kolejny śmiałek spróbował przy pomocy prowizorycznej liny zwiać z więzienia. Związał on osiem prześcieradeł i zaczął ucieczkę z okna na wysokości siódmego piętra. Nie wiedział tylko, że przygotowana lina była o 6 metrów za krótka, co znalazło skutek w szybkim upadku. Co najciekawsze, miał więcej szczęścia od poprzednika – ledwie złamał sobie kark i poharatał twarz.

O tym, że kradzione nie tuczy, przekonał się Kevin, 19-letni uczeń z Quebecu, który zginął przygnieciony automatem z napojami znajdującym się na Uniwersytecie Bishop. Prawdopodobnie chcieli oszczędzić parę dolarów i metodą siłową dostać ulubiony napój. Ostatni czyn Kevina poszedł na marne. „Po przewróceniu się, automat nie wydał ani jednej puszki z napojem”, stwierdził sędzia śledczy. Badania toksykologiczne wykazały, że poziom alkoholu we krwi był nieznacznie wyższy od dopuszczalnego limitu. Do zdarzenia tego doszło 12 grudnia 1998 roku w Kanadzie…

Żeby nie było, że tylko przedstawiciele Ameryki Północnej są pretendentami do tej „nagrody”, podam teraz przypadek z Kenii. Nieco podstarzały już złodziej spokojnie siedział na niedzielnej mszy w Katedrze Wszystkich Świętych w Nairobi. W chwili, gdy ksiądz zbierający ofiarę na tacę przechodził obok niego, złodziej napełnił swoje kieszenie całą zawartością tacy, robiąc niemałe wrażenie na jego kumplach-żółtodziobach. Zdając sobie sprawę, że został nakryty, wybiegł z kościoła. W pośpiechu nie zastanawiał się, gdzie biegnie dokładnie, więc padło na bardzo ruchliwą autostradę. Tak się złożyło, że przejeżdżający autobus potrącił go ze śmiertelnym skutkiem. Morał z tego taki, że nawet uciekając, należy patrzeć, gdzie się biegnie…

Ten przypadek zapewne wielu z was może kojarzyć, było swego czasu o nim dość głośno. 5 września 1999, w Jeruzalem grupa palestyńskich terrorystów próbowała dokonać zamachu. Zmiana czasu z letniego na zimowy na ogół przebiega sprawnie i bezboleśnie, lecz nie w tym przypadku. Izrael, w celu ustalenia wspólnego czasu na modły przed wschodem Słońca, nalegał na wcześniejszą zmianę czasu z letniego na zimowy, co Palestyńczykom nie bardzo podpasowało. Nie chcieli żyć w „Syjońskiej strefie czasowej”, co przyczyniło się do chaosu trwającego całe dwa tygodnie – nikt nie znał „właściwego” czasu. O godzinie 17.30, dwa skoordynowane samochody-pułapki eksplodowały w różnych miastach, zabijając trzech terrorystów transportujących bomby. Na początku wierzono, że bomby zdetonowali sami amatorzy, ale prawda okazała się być zupełnie inna. Bomby przygotowano w strefie kontrolowanej przez Palestynę. Czas eksplozji był ustawiony zgodnie z czasem letnim, ale wcześniej, pogubieni w zamieszaniu, kierowcy przestawili swoje zegarki na czas zimowy. W pośpiechu obaj zapomnieli się spytać, wedle czyjego zegarka ustawione były mechanizmy eksplozyjne, w wyniku czego nie zdołali nawet dotrzeć do celów swych podróży, kiedy obie bomby zaskoczyły ich nagłym wybuchem.

Jeszcze ciekawszy przypadek zdarzył się w Kambodży 22 marca 1999 roku. Jak wiadomo, kraj ten był pogrążony wojną i po dziś dzień nietrudno znaleźć miejsca w dżungli gdzie pełno jest min przeciwpiechotnych i przeciwpancernych. Trzech kumpli co wieczór chadzało do swej ulubionej kafejki na kawusię, piwko albo i dwa, by przy nich móc nieco pogawędzić. Przyjacielskich dysput i delikatniejszych szarpanek nie widać było końca do momentu, gdy jeden z nich wziął ze sobą 25-letnią minę przeciwpancerną znalezioną na podwórku i położył pod stolikiem. Wszyscy trzej musieli obowiązkowo napić się jakiegokolwiek drinka, a potem przejść się po minie. Mieszkańcy miasteczka uciekli w panice, jak się później okazało całkiem słusznie. Nie wiadomo po dziś dzień, kto wygrał, pewne jest natomiast to, że siła wybuchu była tak potężna, że żony zmarłych nie były w stanie znaleźć ciał swych ukochanych.

Tym razem przeniesiemy się do Australii a dokładniej na przedmieścia Brisebane. To właśnie tam 3 grudnia 2000 roku, dwóch facetów, w wieku kolejno 21 i 28 lat, szło nocą do parku z zamiarem zadania poważnych obrażeń jednemu z kierowców vana. W wyniku całego zamieszania atakujący poważnie pokaleczyli się nawzajem, podczas gdy ich potencjalna ofiara wyszła bez szwanku. Właściciel noża – 21-latek – zmarł na miejscu, zaś 28-latek trafił do szpitala z poważnymi obrażeniami ciętymi. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta…

24 listopada 2001 roku na Węgrzech, trzech rolników postanowiło zabić świnkę, by przyrządzić z niej pyszne kotlety, problemem był sposób, w jaki ją uśmiercić. Skonstruowali w tym celu domowej roboty paralizator…
Procedura miała wyglądać prosto: jeden łapie świniaka, drugi częstuje zwierzę ładunkiem elektrycznym, a trzeci pomaga w ogólnym tego słowa znaczeniu. Jednak najprostsze rzeczy bywają nieprzewidywalne. Panowie rolnicy nie przetestowali swojego wynalazku. Nie przewidzieli, że wynalazek mógłby podziałać nieco inaczej. Oni sami mogliby stać się ofiarami własnej kreacji. Pierwszego rolnika poraził prąd. Drugiemu, starszemu panu i zarazem właścicielowi świni, serce stanęło na widok tragedii rozegranej na jego oczach. Trzeci, chcąc pomóc koledze w opałach, wyciągnął wtyczkę działającego paralizatora z kontaktu. Trafił do szpitala w wyniku porażenia prądem. Szczęściarz jako jedyny wyszedł z całego zdarzenia cało, świnka natomiast oszukała swe przeznaczenie…

W marcu 2001 roku, w Ghanie trwały wojny klanów, toteż wielu członków decyduje się na uprawianie magii w celu uodpornienia się na wszelkiego rodzaju broń palną. Jednym z nich był 23-letni Aleobiga oraz piętnastu członków klanu, którzy, w ich mniemaniu, przygotowali magiczny eliksir czyniącego człowieka nieśmiertelnym. Po starannie wcieranym w siebie, przez dwa tygodnie magicznego eliksiru, Aleobiga zgłosił się na ochotnika, by sprawdzić efekt podjętych wcześniej trudów. Nasz bohater ustawił się pod ścianą, a jego kumple wzięli pistolety, wymierzyli i zaczęli strzelać… Eliksir oczywiście zawiódł.

Z kolei również w marcu tego samego roku w Kairze, doszło do tajemniczego zgonu. Nieco zakłopotani policjanci odkryli ciało 20-letniego pasterza-beduina z raną postrzałową na środku pustyni. Dookoła ani żywej duszy. Brak jakichkolwiek śladów prowadzących do miejsca zbrodni lub z niej dokądkolwiek. Po przeanalizowaniu poszlak i dowodów policjanci z Sidi Barrani wreszcie ustalili przyczynę zgonu, wskazując przy tym mordercę. Egipcjanin położył się spać na pustyni pośród swoich owiec. Wcześniej jednak zapomniał zabezpieczyć strzelbę. Wystarczyło delikatne muśnięcie kopytkiem spustu, by jednym nabojem ukołysać pasterza do wiecznego snu.

Do jednego z najgłupszych napadów doszło 4 lutego 2002 roku w Nowym Meksyku. Według raportu policyjnego, trzech mężczyzn chciało okraść obywatela Albuquerque, który zamieścił w gazecie ogłoszenie na temat sprzedaży strzelby. Złodzieje umówili spotkanie, wcześniej odpowiednio się uzbrajając. W chwili spotkania, cała trójka zdecydowanie kroczyła na mężczyznę z łańcuchami i innymi narzędziami. Jednak ku ich zaskoczeniu, sprzedawca wyciągnął spluwę i posłał kulkę w czoło osiemnastolatka, Carlos, bo tak było mu na imię, zmarł na miejscu. Tu nasuwa się myśl: „Nie idź na strzelaninę uzbrojony w pałkę”.

Na zakończenie przytoczę jeszcze jeden przykład „odmiany” rosyjskiej ruletki. Antonio wraz z kumplem popijali sobie brazylijski likier o nazwie Pinga. Trunek, który ewidentnie był dla nich za mocny, nieco przyćmił ich zdolność racjonalnego myślenia, zaostrzając głupotę. Wymyślonym przez nich trendem rosyjskiej ruletki były zawody w jak najdłuższym trzymaniu fajerwerków z palącym się lontem w ustach. Jako warunek przegranej uznali wyplucie sztucznych ogni. Wygrał w dość „wybuchowy” sposób Antonio…

Oczywiście jest dużo więcej przykładów osób zasługujących na tą dość specyficzną antynagrodę, lecz w tych trzynastu przypadkach starałem się zebrać te najciekawsze i najmniej znane…

Opracował: Jan Kryński

Źródła:
http://nagrody-darwina.pl/?newsID=178
https://pl.wikipedia.org/wiki/Nagrody_Darwina

Nagroda Darwina – wyróżnienie, które nie chcesz, żeby cię spotkało

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Ciekawostki
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments