Z serii wyrodne matki

Jeśli myślicie, że sprawa zabójstwa małej Madzi to ewenement w Polsce to jesteście w błędzie, Historia pokazuje, że zabójstwa własnych dzieci to częste przypadki w naszym kraju. Zazwyczaj zawsze bardzo bulwersują opinie społeczną. Przedstawię Wam dziś matkę zabójczynię z przedwojennej Polski. A konkretnie z mojego miasta Łodzi.

To był koniec stycznia 1938 roku w jednym z łódzkich komisariatów pojawia się 29 letnia Maria Zajdel. Kobieta cała zapłakana chce zgłosić zaginiecie swojej 12 letniej córeczki Zosi. Policja przyjmuje zgłoszenie i bardzo skrupulatnie zajmuje się sprawą. Po dwóch dniach zapłakana matka dostarcza list od porywaczy, który otrzymała pocztą z treści listu wynika, że nigdy nie zobaczy już swojej córeczki. A porwanie dziewczynki to zemsta za dług ojca Zajdlowej. Policja jak na tamte czasy zaginiecie potraktowała poważnie po całym kraju rozesłano telegramy z rysopisem dziewczynki. Przeprowadzono tez dokładny wywiad środowiskowy. Niestety nie wypadł on korzystnie dla Marii Zajdel. Sąsiedzi nie mieli dobrego zdania o kobiecie. Podejrzewano, że matka ma coś wspólnego z zaginięciem dziewczynki. Przeprowadzono analizę próbki pisma, która wykazała, że list napisała sama Zajdlowa. Przeszukano dokładnie mieszkanie a w mieszkaniu ujawniono ślady krwi. Na zarzut zabójstwa sprytna mamuśka zemdlała i przez dobę nie mogła odzyskać świadomości. O małej Zosi sąsiedzi mówili, że była cudownym spokojnym dzieckiem, dobrze się uczyła. Mimo że matka bardzo źle się prowadziła dziecko było cudownie spokojne i bardzo grzeczne. Lubiane przez okolicznych sąsiadów.
Ciało małej Zosi znaleziono na ulicy Szopena w dole kloacznym , na głowie dziecka były rany zadane tępym narzędziem. Na szyi miała ślady duszenia. Morderstwo wstrząsnęło całą przedwojenną Łodzią Zajdlową porównywano do Gorgonowej. Nawet nazwano ją Łódzką Gorgonową. Razem z nią zatrzymano w areszcie jej 31 letniego kochanka Stanisława Gibkiego bezrobotnego muzykanta. Zajdlowa na próbach przesłuchania nieustannie mdlała, ale wezwany lekarz stwierdził, że symuluje. Przeprowadzono też policyjną prowokację jeden ze śledczych stwierdził podczas przesłuchania, że na szyi dziewczynki są ślady paznokci i łatwo będzie dopasować zbrodniarza. Wtedy sprytna, aczkolwiek mało rozgarnięta Zajdlowa poobgryzała sobie wszystkie paznokcie. Paznokcie zabezpieczono a ona przyznała się do winy . Wtedy dopiero zdecydowała się mówić Okazało się, że dorastająca Zosia była przeszkodą w planach wyrodnej mamuśki. W ten dzień doszło do kłótni między Zosią i matką dziewczynka chciała iść do babci, ale matka jej nie pozwoliła, po jakimś czasie kiedy mała spokojnie sobie leżała i czytała książkę matka wzięła młotek i uderzyła dziecko w głowę. Następnie dla pewności dusiła dziewczynkę. Potem włożyła ciało do worka zeszła na podwórze i wrzuciła ją do ustępu. Tłumaczyła się, że motywem było zdenerwowanie i postawa Gibkiego, który ją wykorzystywał, a nie chciał się ożenić, bo miała dziecko.
„Prokurator, kreśląc jej portret psychologiczny, napisał: kłamie, udaje, pozuje i nigdy nie jest sobą. – Zabiłam, ale zamiaru nie miałam – powiedziała w ostatnim słowie przed sądem Zajdlowa”
Na pogrzeb dziewczynki przyszło tysiące osób, na sprawę sądową setki. Sąd skazał Zajdlową na dożywocie.
Detektyw nr 4/2017
K. Janicki „Upadłe damy II Rzeczpospolitej. Prawdziwe historie”. Wydawnictwo Znak. Kraków 2013
autor : Renata
Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Archiwum
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments