Piotruś nie zdążył zawiązać sznurówek…

Przedszkolanki od początku zauważyły że malutki Piotruś zachowywał się nietypowo, bał się popsuć zabawkę., na obiadach nigdy nie kaprysił zjadał wszystko nawet jeśli jedzenie naprawdę smakowało paskudnie. Był bardzo samodzielnym dzieckiem , sam potrafił się ubrać, miał zazwyczaj problemy ze sznurowaniem bucików ale nie chciał pomocy Pań przedszkolanek, mówił że musi sam bo inaczej Krysia będzie się na niego gniewać. Ogólnie Panie zwróciły uwagę na to że dziecko jest bardzo dziwne przecież był małym chłopczykiem a takie dzieci marudzą szukają uwagi i jest to zupełnie normalne. Ale Piotruś był inny, był cichy , spokojny można powiedzieć ze bardzo pokorny.

18 luty 1981 Janusz L jak co dzień poszedł rano do pracy, jego 6 letni synek Piotruś szykował się do przedszkola. Pomagała mu w tym jego 26 letnia macocha Krystyna, okazało się że w kapciach Piotrusia brakuje sznurowadeł. Krystyna już poprzedniego dnia zwróciła Piotrusiowi uwagę ale mały nic z tym nie zrobił bo co też sześciolatek miał z tym faktem uczynić ? Dziecko szybko odnalazło inne sznurówki i zaczęło je nawlekać. Ale Krystyna natychmiast kazała mu przestać, powiedział że za karę nie pójdzie do przedszkola. Kazała mu iść do pokoju i zastanowić się jak ma rozwiązać problem sznurówek. A sama pojechała do pracy.
Krystyna 26 lat nauczycielka , uczyła w jednej z warszawskich zawodówek, uczyła maszynoznawstwa i dodatkowo matematyki, była też wychowawcą jednej z klas, ale nie nawiązywała kontaktów towarzyskich z pozostałymi nauczycielami. Każdy z jej kolegów z pracy uważał że była osobą zdystansowaną ale swoje obowiązki wykonywała z należytą starannością. Zawsze się gdzieś spieszyła, chodziła dość skromnie ubrana, w stosunku do uczniów była bardzo wymagająca, Potrafiła na jednej lekcji postawić kilka jedynek. Często wzywała rodziców do szkoły.
Krystyna tego dnia wróciła do domu z pracy po godzinie 14 już w drzwiach zapytała Piotrusia czy zastanowił się nad problemem sznurówek, maluch szczerze odpowiedział że nie gdyż lepił figurki z plasteliny, po jakiejś godzinie zapytała go ponownie czy rozwiązał problem, oczywiście mały nadal nie potrafił rozwiązać problemu, zaczęła do niego mówić podniesionym głosem że za karę nie dostanie obiadu i nie pójdzie więcej do przedszkola. Kazała mu zatem zdjąć spodnie a sama ściągnęła skórzany pasek i zaczęła bić Piotrusia. Około 17 do domu wrócił ojciec Piotrusia, dziecko miało oznaki pobicia, na ciele i ubrankach były plamy krwi, nie było żadnych wątpliwości co rozegrało się podczas jego nieobecności. Dziecko skinęło w stronę ojca chciało go zawołać z nadzieją że ojciec jakoś mu pomoże i macocha go już nie będzie biła ( zeznania ojca w śledztwie : powiedziałem Krystynie że nie powinna bić Piotrusia ). Jednak tego dnia Krystyna zbiła małego jeszcze kilka razy. Rozzłościło ją to że chłopczyk próbował pożalić się ojcu. Ale ojciec nie zareagował wyszedł wkrótce z mieszkania bo miał umówionego lekarza. Kiedy wrócił po godzinie Krystyna nadal biła małego. Wysłała Janusza L po zakupy , dziecko cierpiało w milczeniu zmaltretowane ale nie wolno mu było płakać bo za to było jeszcze większe bicie.
Sznurowadła trzeba kupić w kiosku po jakimś czasie wyszeptał malec, a skąd weźmiesz na to pieniądze zapytała Piotrusia Krystyna ? Ze skarbonki wyszeptał malec. Po tej odpowiedzi macocha pozwoliła się ubrać małemu chciał nawet pójść do kiosku ale było mu słabo więc zapytał czy może to zrobić jutro. Macocha łaskawie się zgodziła i pozwoliła mu iść do łóżka. Dziecko posłusznie wypełniło jej rozkaz ale musiał się źle poczuć bo po chwili wstał i poszedł do łazienki. Przechodząc korytarzem Piotruś pogłaskał swojego psa , to znowu rozwścieczyło macochę i uderzyła go ponownie w głowę. Ten Pies to była chyba jedyna radość malca. Chłopczyk w łazience zwymiotował. Krystyna wyjątkowo darowała mu sprzątanie i kazała to zrobić jego ojcu. W nocy Piotruś bardzo źle się czuł , wiercił się , prosił o picie, Krystyna w odpowiedzi pokazała mu pasek ale dziecko nadal prosiło o wodę. W końcu zlitował się nad nim ojciec , kiedy wstał zobaczył w jakim stanie jest mały i pobiegł zadzwonić po pogotowie. Kiedy pogotowie dotarło na miejsce ratownicy byli już bezradni, przystąpiono do reanimacji ale wszystko na próżno. Lekarka z karetki zapytała tylko czym to dziecko było bite, lekarka był przerażona jeszcze nigdy nie widział tak rozległych obrażeń u tak małego dziecka. Krystyna R została natychmiast aresztowana. W krótkim czasie jej los podzielił Janusz L.
Krystyna R i Janusz L poznali się w 1975 roku, oboje studiowali na politechnice, byli w jednej grupie. Ich koleżeńska znajomość przekształciła się w romans. Ona była Panną jedynaczką z Puław wychowaną przez surowych rodziców z zasadami. Jej rodzice nigdy nie zaakceptowali jej związku z Januszem L. Najprawdopodobniej dlatego że chłopak był żonaty i miał rocznego syna. Ożenił się rok wcześniej z powodu tak zwanej wpadki. Janusz ulokował żonę i swoje dziecko u rodziców w styczniu 1976 roku urodziła się im córeczka. Dla żony nie był dobry , nie było tajemnicą że bił swoją żonę. Jak już wiadomo nie poczuwał się ani do roli męża ani ojca, wyjechał do Warszawy gdzie miał kochankę ( Krystynę R) na dzieci też nie łożył. Sąd zasądził alimenty na dzieci. Zona Janusza wyprowadziła się od teściów , poszła do pracy a dzieci posłała do żłobka. Związek Janusza i Krystyny przeszedł wtedy kryzys , rozstali się na jakiś czas. We wrześniu 1978 roku Janusz zadzwonił do Krystyny , mieszkał wtedy w akademiku, poprosił ją wtedy o pomoc przy synu. Okazało się że zabrał żonie syna, rozwód był w toku a on walczył o opiekę nad synem, matka nie mogła go odzyskać gdyż miał pełnię władzy rodzicielskiej, prawdopodobnie przyczyną były alimenty, jeśli każde z małżonków miało by po jednym dziecku wtedy nie ma obowiązku alimentacyjnego. Oczywiście Krystyna się zgodziła , wróciła do niego i przez rok mieszkali w akademiku w Warszawie. A potem przenieśli się do mieszkania na Żoliborze które Krystyna odziedziczyła po swoim dziadku. Rodzice dziewczyny jakoś musieli się z tym pogodzić a Janusz L obiecał że zaraz po rozwodzie poślubi Krystynę.
Janusz i Krystyna stwierdzili że Piotruś jest źle wychowany przez matkę, postanowili nauczyć go dyscypliny, jeszcze mieszkając w akademiku obok jego tapczanu powiesili regulamin. Ile uderzeń pasem otrzyma za jakie przewinienia. Nie ma sensu przytaczać całości , współlokatorzy z akademika dziwili się metodom wychowawczym ale Krystyna mówiła że tak postanowiła i już. Ale takie to wtedy czasy kary cielesne wydawały się czymś normalnym. Chciała wychować chłopca na samodzielnego i zdyscyplinowanego , dbała o niego, dobrze go karmiła, był zawsze czysty ale nigdy nie okazywała mu czułości. Nigdy go nie przytulała. Na czułość Piotruś mógł liczyć tylko w przedszkolu. Panie w przedszkolu obok politechniki bardzo małego lubiły , Janusz L jako student był zwolniony z opłat ale opłacał zajęcia dodatkowe dla synka. Często jednak były zdziwione zachowaniem małego. Były dni kiedy chłopiec zjadał ogromne porcje bo jak twierdził Krysia za kare nie dała mu kolacji, widziały też ślady pobicia, pierwsza zwróciła na to uwagę woźna. Zaczęto zwracać na to baczną uwagę zrobiono małemu obdukcję , odbyła się sprawa sądowa a rodzina dostała kuratora. Ale w końcu sprawa została zatarta a Janusz L z Krystyną przenieśli małego do innego przedszkola. A wzywana matka do wyjaśnienia nie mogła nic zrobić sprawa o opiekę była w toku.
Po roku od zgonu Piotrusia odbyła się sprawa , było trzy tomy akt opisujące gehennę małego dziecka. Po roku w Sadzie w Warszawie Krystyna R usłyszała oskarżenie z artykułu 148 & 1 a ojciec za artykuł 184& 1.
Sędziowie z trudem wysłuchiwali wyjaśnień Krystyny R i Janusza L. Chłopiec był bity za wszystko, kopany, macocha rozbijała mu talerze na głowie, za płacz dostawał podwójne razy od nowa. Krystyna R opowiadała wszystko zupełnie beznamiętnym tonem. Po odkryciu bicia w przedszkolu mały często zostawał sam w domu,często był nieobecny przez wiele dni, Sędzia dopytywała czy te nieobecności były spowodowane sińcami i śladami pobicia . Macocha spokojnie wyjaśniała że nie zawsze ale czasem jedne siniaki nakładały się na drugie, tłumaczyła że małego bił też ojciec i mały nawet wolał jak bił go Janusz bo bił go lżej, a ona biła mocno i często traciła nad tym panowanie. A czasem bili go razem. Ojciec też przyznał się do bicia małego , twierdził że wspólnie z Krystyną wymyślili regulamin. I całkowicie zgadzał się z jej metodami wychowawczymi. Zawsze go bito paskiem skórzanym, grubym wojskowym, do bicia mały musiał się rozbierać , do majteczek, bo przecież inaczej by kary nie odczuł. Przesłuchiwani świadkowie zaczęli sobie przypominać różne sytuacje związane z ze złą opieką i maltretowaniem małego Piotrusia, władze akademika interweniowały nawet w tamtym czasie bo żona Janusza wielokrotnie przyjeżdżała z awanturami chcąc lub próbując odebrać małego. Na stołówce akademickiej była sytuacja że tego dnia danie było wyjątkowo paskudne i nikt nie zjadł swojej porcji każdy odchodził od stołu jedynie mały Piotruś siedział i jadł mimo iż studenci namawiali go aby danie zostawił ale on bał się Krysi. Studenci mówili że macochy nie ma ale mały ze strachu zjadł wszystko. Bo widział że Krysia wie wszystko.Badania biegłych psychologów sądowych podkreśliły że zarówno Janusz L jak i Krystyna R byli zdrowi psychicznie. Krystyna R została skazana na 15 lat więzienia a Janusz L na 5 lat. Krystyna R wyszła na wolność po 10 latach za dobre sprawowanie. Jej wyrok po jakimś czasie uległ zatarciu a ona zaczęła układać sobie życie od nowa. Zrobiła kursy pedagogiczne i zaczęła uczyć w szkole jako Katechetka !! Uzyskała także tytuł nauczyciela dyplomowanego , znalazła się także na ustalonej przez ministerstwo edukacji liście ekspertów jako magister inżynier mechanik z przygotowaniem pedagogicznym, magister teologii oraz absolwentka kursu pedagogicznego metodycznego języka francuskiego. Zatem mogła uczyć i uczyła innych nauczycieli. Adres jaki miała w danych osobowych to adres pod którym zamordowała Piotrusia. Z pracy w szkole zrezygnowała dopiero w 2013 roku, kiedy po publikacji w Wyborczej i Dużym Formacie wokół jej osoby zrobił się duży szum. Natychmiast MEN skreśliło ją z listy ekspertów. Gdyby nie wrócono ponownie do sprawy ta osoba uczyła nadal dzieci. Wszystko dzięki pewnemu profesorowi z Rzeszowa który po przeczytaniu reportażu postanowił sprawdzić co robi Krystyna R. Kiedy dowiedział się że pracuje ona z młodzieżą pojechał do szkoły i poinformował dyrekcję o jej przeszłości. Nauczycielka została zwolniona. Ale szybko znalazła pracę w kolejnej warszawskiej szkole. Profesor interweniował ponownie i również została zwolniona. Sąd zaniedbał jedną ważną rzecz nie zakazał jej pracy z dziećmi i młodzieżą po odbyciu wyroku.
źródło : Detektyw wydanie extra 3/2018
zredagowała : Renata Waligórska
Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Archiwum
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments