Nawrócony Wampir z Baranowa ??

Zastanawiałam się czy powinnam pisać ten artykuł , wszak Pan Wiesław C jest w tej chwili wolnym człowiekiem i wrócił do społeczeństwa jako całkowicie „zresocjalizowany” człowiek ale czy to prawda ? Czy wiara gwarantuje że stał się innym człowiekiem ? Czy mamy zapomnieć o jego 4 ofiarach ?

Nawrócony gwałciciel za kratkami przesiedział 25 lat. W więzieniu miał wzorową opinię , nie grypsował , nie utrzymywał kontaktów z więziennym półświatkiem. Dużo pracował , ukończył kurs stolarstwa, kurs obsługi ciężkich maszyn budowlanych. Swoją karę odbył w zakładzie karnym w Iławie. Wielokrotnie wcześniej starał się o przedterminowe zwolnienie ale sądy odrzucały jego prośby motywując iż zdaniem biegłych po wyjściu na wolność dalej by mordował i gwałcił.
Kiedy w latach 70 rozgrywał się dramat z Wampirem z Baranowa o całej sprawie pisano rzadko, z powodu cenzury i nie chciano też niepokoić społeczeństwa.
Pierwszą ofiarą gwałciciela była 19 letnia Alina L. To był listopad 1976 roku, szybko zapadał zmierzch, dziewczyna wracała do domu autobusem i wysiadła przy leśnej dróżce gdyż była to najkrótsza droga do jej domu. Czuła się pewnie Baranów był nieduży, znała dobrze drogę , szła pewnym krokiem gdy nagle ktoś złapał ją za rękę. Wiesław C zaczął nachalnie i w bardzo wulgarny sposób nagabywać dziewczynę, namawiał ją do seksu i uległości, Alina broniła się ale po chwili postanowiła że będzie udawać ze się zgadza i zaczęła rozpinać kurtkę, chciała zyskać na czasie i wyswobodzić się z uścisku zboczeńca. Po chwili kiedy on stracił czujność dziewczyna rzuciła się do ucieczki. Niestety napastnik był szybszy, dogonił ją powalił na ziemię i zgwałcił brutalnie. Podczas gwałtu dusił dziewczynę w wyniku czego zmarła. Kiedy zorientował się że dziewczyna nie żyje wcale się tym nie przejął, nadal pastwił się seksualnie nad jej ciałem, po wszystkim poszedł do domu po rower, zabrał kuchenny nóż i wrócił na miejsce gdzie zostawił zwłoki Aliny. Przerzucił jej ciało przez ramę roweru i podwiózł bliżej Baranowa aby jeszcze przez jakiś czas zaspokajać na niej swoje chore żądze. Nożem odciął jedną pierś dziewczyny , ponownie zgwałcił jej ciało i dopiero wtedy ją zakopał. Ciało Aliny odnaleziono dopiero po dwóch miesiącach. Jednak w wyniku bardzo nieudolnie prowadzonego śledztwa milicja nie wpadła na trop gwałciciela. Funkcjonariusze nie palili się do roboty , od samego początku kiedy rodzina zgłosiła zaginięcie dziewczyny uznali że zapewne uciekła gdzieś i dobrze się bawi. Największym paradoksem było to że jej oprawca był dobrym kolegą jej brata, ale do tego faktu doszli dopiero w dużo późniejszym czasie.
Barbara C z Zalca była jeszcze uczennicą pewnego dnia wracała ze szkoły autostopem, miała zaledwie kilka kilometrów do rodzinnej wioski. W pewnym momencie zatrzymał się mężczyzna poruszający się służbowym żukiem. Wsiadła , był młody, wydawał się sympatyczny, nagle podczas jazdy skręcił w leśną ścieżkę, zatrzymał auto wyciągnął z niego szamoczącą się dziewczynę, powalił na ziemię i zdarł z niej ubranie. Dziewczyna szarpała się , broniła , próbowała się wyrwać z łap zboczeńca, chwyciła leżący pod ręką kamień i zdzieliła go nim w głowę. To rozwścieczyło napastnika, a uderzenie było zbyt lekkie aby cokolwiek mu się stało. Z wściekłością złapał dziewczynę za szyję i ją udusił. Kiedy jej bezwładne i martwe ciało leżało przed nim z niczym nieskrępowanym spokojem zabawiał się nim w każdy chory sposób jaki podsuwała mu jego chora wyobraźnia. Po jakimś czasie poczuł pragnienie poszedł do żuka po oranżadę , popijał napój patrząc na martwe ciało dziewczyny i zastanawiał się w jaki sposób może jeszcze się nim zabawić. Kiedy już się nasycił odjechał zostawiając nagie zwłoki dziewczyny w lesie. Wrócił w to miejsce następnego dnia, próbował znowu zgwałcić zwłoki dziewczyny ale z powodu stężenia pośmiertnego mu się nie udawało. Z wściekłością wziął butelkę po oranżadzie z dnia poprzedniego i włożył ja do pochwy, następnie kopał w denko aż cała weszła do środka.
Kolejną ofiarę upatrzył sobie jesienią 1978 roku kiedy jechał PKS do Mrągowa. Atrakcyjna nastolatka dała się namówić i poszła z nim do kotłowni zakładu gdzie akurat pracował . Kiedy próbował ją obłapiać ona stawiała opór, przewrócił ją na ziemię , zerwał z niej bieliznę i zgwałcił dusząc przy tym , kiedy nastąpił zgon nie zaprzestał nadal zabawiał się jej ciałem .
Nie da się racjonalnie wytłumaczyć dlaczego ta młoda dziewczyna poszła z nim do kotłowni, co nią kierowało ? Tego zapewne już się nigdy nie dowiemy. Ale wiedziano już że na Mazurach grasuje seryjny morderca gwałciciel. Ludzie wpadli w panikę a władze jak to w tamtych czasach bywało starała się wyciszyć sprawę.
Listopad 1978 Bogusia Ch wracała ze szkoły w Mrągowie , tuż za stacją kolejową w Baranowie pożegnała się z koleżanką i ruszyła do domu. Zwyrodnialec dopadł ją w wąwozie praktycznie pod domem dziewczyny. Zgwałcił ją brutalnie, po wszystkim prawdopodobnie dziewczyna miała do niego powiedzieć „ i co ulżyło ci ? „ Te słowa przesądziły o jej losie, wpadł we wściekłość, właśnie tak zwracała się do niego żona, kiedy po długich namowach zgadzała się wypełnić swój małżeński obowiązek. Mężczyzna udusił dziewczynę , porzucił jej zwłoki ale przez kolejnych kilka godzin wracał i gwałcił ciało martwej dziewczyny. Był jak opętany nie przejmował się nawet tym że w pobliżu są domy. Zakopał jej ciało pod płotem, wcześniej zbezcześcił jej ciało i obciął jej pierś.
Kiedy Bogusia nie wróciła do domu cała wieś zaczęła jej szukać , co zakrawa na ironię do akcji poszukiwawczej włączył się jej oprawca.
15 grudnia 1978 roku Wiesław C sam zgłosił się do komisariatu milicji , powiedział co zrobił , przyznał się do wszystkich zabójstw i wskazał miejsca zbrodni. Druga wersja mniej oficjalna brzmi iż na miejscu ostatniej zbrodni zgubił dokumenty i to naprowadziło milicję na jego trop. Niezbędna była wizja lokalna jej przeprowadzenie graniczyło z cudem , tłumy okolicznych mieszkańców chciało wziąć sprawiedliwość we własne ręce.
Wiesław C dość wcześnie się ożenił , z żoną miał dwóch synów, nadużywał alkoholu po którym robił się bardzo agresywny. Podobno próbował wszystkiego nawet seksu ze zwierzętami. Stawał się seksualnym maniakiem całkowicie pochłoniętym przez własne popędy. Żona o niczym nie wiedziała, czasem przynosił jej w prezencie biżuterię którą zabierał zamordowanym dziewczynom. Nie dał po sobie poznać że miał takie zboczenia. Nie był za bardzo rozmowny, nie patrzył ludziom w oczy nie zawierał trwałych przyjaźni.
W trakcie czynności procesowych żona Wiesława C rozwiodła się z nim i ułożyła sobie życie. Ludzie nie mieli do niej pretensji przecież to nie była jej wina że wyszła za mąż za bestię. Proces w sprawie zbrodni ciągnął się 6 lat. Biegli nie potrafili wydać jednoznacznej opinii o poczytalności Wiesława C. Z tego właśnie powodu skazano go na 25 lat zamiast na karę śmierci. W trakcie odbywania kary badało go kilku wybitnych biegłych psychologów. Właśnie wtedy okazało się że nie wiadomo jakim cudem wampir wychodził na przepustki. To dzięki właśnie profesorowi Józefowi K. Gierowskiemu na jaw wyszły te fakty. Wszystkie kolejne opinie biegłych były podobne „Wiesław C jest niebezpieczny dla otoczenia i nie można go wypuszczać” . Próbowano coś zrobić aby nie mógł opuścić wiezienia. W grudniu 2003 opuścił mury zakładu karnego. Poręczył za niego ksiądz Kazimierz Tyberski. Twierdzi że Wiesław C całkowicie się zresocjalizował…
Po wyjściu na wolność twierdził że mordował z nienawiści do kobiet bo w każdej widział swoją żonę. Że nienawidził swojej żony i żałuje że to jej nie zabił bo dostał by najwyżej 8 lat i by żył normalnie… cóż nawet nie wiem jak to skomentować. W więzieniu nie był leczony , czy można dać wiarę że sam zrozumiał co jest złe ? Dopiero przed opuszczeniem więzienia zgodził się na przyjmowanie leków zmniejszających popęd seksualny, których po wyjściu już nie brał ze względu na ich wysoką cenę. Podobno Wiesław C mieszka w Ostrołęce, jest gorąco wierzący i żyje skromnie.
Szczerze to mam problem z zakończeniem tego artykułu. Nie wiem co myśleć i jakie wnioski z tego wyciągnąć. Czy mieszkańcy Ostrołęki mogą czuć się bezpiecznie? Wiesława C nie objęła ustawa o bestiach. Na zakończenie cytuję wypowiedź księdza Tyberskiego za gazetą : Tygodnik Ostrołęcki
„Ksiądz Kazimierz Tyberski: – Dziennikarze krzyczą, co Wiesław zrobi ze swoimi skłonnościami. Nikt nie może dać gwarancji, że zbrodni nie popełni, to wie tylko on sam. Ale to na pewno zależy od ludzi dookoła. „
Redaktor : Renata Waligórska
Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Archiwum
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments